Wyjdź z siebie i popatrz. Co widzisz? Łatwo współczujemy innym, ale czy inni współczują nam? Spójrz obiektywnie na siebie i zobacz: czy nie bierzesz na siebie zbyt dużo? Czy inni cię doceniają? Czy ktoś cię wspiera? Oceń to uczciwie, a jeśli okaże się, że szala przechyla się na twoją stronę – odpuść trochę.
Znajdź w sobie troskę o siebie. Dbasz o innych, ale może w pierwszej kolejności zadbaj o siebie? Czy musisz zawsze brać zastępstwo w pracy za koleżankę, która nigdy nie robi tego dla ciebie? Czy zawsze warto ustępować innym w autobusie? Zapytaj o to siebie i rozejrzyj się. Ty też masz prawo kimś się wysłużyć raz na jakiś czas. Kto powiedział, że zawsze musisz być perfekcyjną altruistką o ekstremalnie rozwiniętej empatii? Nie pozwól wejść sobie na głowę, nie musisz zawsze ustępować siostrze czy bratu, nie zawsze musisz być miła. Daj sobie prawo na mówienie „nie”, „zobaczymy”, „nie teraz”. Bądź swoim najlepszym przyjacielem. W chwili, kiedy przestaniesz radzić sobie z problemami, wyobraź sobie, że doradzasz swojemu przyjacielowi…Co byś mu powiedział, gdyby miał taki kompleks jak ty?

Pozbądź się poczucia krzywdy lub winy. Wybacz sobie lub innym.

„Nie ganiaj za ludźmi, nie muszą cię lubić. Ci, którzy pasują do ciebie, znajdą cię i zostaną. A wtedy nie udawaj nikogo i nie dopasowuj się. Staraj się tylko być, aż poczujesz spokój. Słabości są potrzebne, nie musisz się ich wstydzić.”

~ Katarzyna Bonda ‘’Pochłaniacz’’

połowa miesiąca, niebawem święta

ostatnio czuję się w kratkę. Raz chce mi się skakać i śpiewać za chwilę czuje się jak gówno. Ostatnio w pracy miałam chwile, że bliska byłam pozbycia się treści żołądkowych na całą radę. To akurat przez stres. Tak sobie tłumaczę.
Co poza tym ? a to, że jest mi przykro z pewnego powodu o którym bezpośrednio nie chcę pisać. Staram się myśleć, że do tego wszystkiego doprowadził brak czasu. Nie chcę nadawać temu wydarzeniu złego wydźwięku bo do świat chcę przystąpić ze spokojem i bez złości na kogokolwiek. I zła nie jestem jest mi po prostu przeokropnie przykro. Przejmująco źle.

wszystko bez sensu

często mam poczucie, że pomimo tego że nie jestem sama to jestem samotna. Ten stan utrzymuje się od kilku miesięcy, cyklicznie we mnie uderza mocniej. To jak boląca głowa. Czujesz ćmienie ale co jakiś czas mocniejsze tąpnięcie. To właśnie czuję dzisiaj. Dzisiaj jest mocniejsze tąpnięcie. Nie mam na myśli rzecz jasna bólu głowy, ale poczucie osamotnienia. Przyjaciele, znajomi, znajome twarze wszyscy Ci o mniejszym lub większym stopniu zżycia przewijają się w dniu codziennym ale brakuje mi tych dla których mogłabym ukraść niebo z gwiazdami. Nawet jeśli musiałabym za to odpokutować. Brakuje mi ich. Samotność – mdłe pobolewanie z którym da się żyć i to całkiem przyzwoicie. Z osamotnieniem, w moim przypadku równolegle czuję odrzucenie i właśnie to chyba bardziej mnie przytłacza. Czuję od osób które niegdyś były mi bliskie wyraźnie niechęć. Niestety… życie nie jest jest kolorowe, a każdego z tych kolorów wszyscy już zdążyliśmy zasmakować. Ja smakuję ostatnio kolorów z tej ciemniejszej palety, a mówi się często(przynajmniej ja) jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Ja większość z nich polubiłam a niektóre z nich z grymasem na twarzy w ciszy przełykam. Zastanawiam się wtedy czy tak powinno być, dlaczego nie mogę nic zmienić. Zastanawiam się czy czasami nie przesadzam, co jest bardzo możliwe. Jednak wiem, że skoro czuję się źle to po prostu niezaprzeczalnie mam ludzkie odruchy które są jak najbardziej naturalne. Każdy czuje radość, złość, smutek, rozczarowanie i inne emocje. Nie powinno się z nich tłumaczyć, bo to proste uczucia które definiują nas samych. Określają i podkreślają kim jesteśmy. Niektórzy o nich otwarcie mówią inni patrząc w oczy innym uśmiechają się i mówią „u mnie też wszystko ok”. Ja nie potrafię opowiedzieć się po żadnej ze stron. Złość wyrażam mocno i gwałtownie natomiast smutek i przygnębienie raczej spisuję tutaj. W sumie, nie raczej… ale tylko tutaj. Czuję ulgę, nawet pomimo tego że może nikt tego nie czyta. Nie wiem skąd ta ulga, nie potrafię wyjaśnić jej pochodzenia, ani tego, jakim sposobem to miejsce wpływa na mnie tak kojąco. Lubię mówić do siebie za pomocą tych liter. Wiele było sytuacji kiedy pisząc kolejną notatkę na blogu docierały do mnie najprostsze rzeczy. Kiedy w ramach podsumowania, w ramach ew. poprawek czytałam swój wpis przed zamieszczeniem i dopatrywałam się rozwiązań, swoich błędów, błędów innych. Spisuję tu czasami straszny haos. Często sama nie wiem co autor miał na myśli.

Bądźcie dla siebie dobrzy.
ciocia P.
Peace&Love.

medium.

zawsze chyba już tak będzie. Zawsze będzie tak, że słuchając nowej piosenki będę myślała – ta by Ci się spodobała. Lubisz te delikatne dźwięki. Lubisz jak pieszczą nie tylko duszę ale i skórę narzucając na nią „gęsią skórkę”. Skąd to wiem ? a no stąd, że ja reaguję tak samo. A skoro ja tak reaguję to i Ty zachowałbyś się identycznie. Każda nowa propozycja była słuchana z pełną akceptacją. Widziałam jak na Ciebie wpływa i nie musiałeś mówić że jest obłędna. Wi(e)działam. Nawet teraz, kiedy nasz kontakt jest praktycznie zerowy podsyłasz mi maile a w nich linki do tego co Tobą poruszyło. Puste maile w których są ponumerowane słupki linków. Kiedyś jeszcze prosiłeś o ranking, teraz nie prosisz bo ciężko było mi się zawsze zdecydować. Przyjęte zostało więc roboczo – zajebiste. Od tak. Dzisiaj znalazłam kilka świetnych kompozycji, pierwsze co zrobiłam to wysmarowałam maila i wysłałam. Cieszę się, że jest ktoś kto podziela moje nietypowe gusta. Godzinami można tego wszystkiego słuchać i nie mówić nic. Tak też robiliśmy. Całe noce przyklejeni do głośników. Nie ważne gdzie. Czy u mnie w domu, czy u Ciebie w aucie, czy pokoju hotelowym, czy na mostku nad jeziorem, czy na balkonie z kubkiem ciepłej herbaty i pięknymi górami przed nosem. Taka nasza specyficzna forma narkotyku, uzależniająca i wciągająca jak cholera.
Co u mnie teraz ? u mnie wszystko w optymalnym porządku, w porządku który mnie nudzi. Jestem znużona a przez to zniechęcona do zmian. Może to jesień i słynna samobójcza handra, niewykluczone. Czekam tylko na wiosnę bo wygląda na to, że jesienne liście przysypały mnie na dobre w oczekiwaniu na koniec zimy. Ranię swoje otoczenie. Nie poradzę na to nic, taki typ człowieka… czasami próbuję w sobie to zwalczyć z marnym zresztą skutkiem. Najbardziej nie lubię czegoś udawać. Jeśli nie chcę z nikim rozmawiać to tego nie robię a jeśli muszę, to automatycznie aktywuje się we mnie wredna zołza. Wredna zołza która ciska się na wszystkie strony i pluje słowami których nawet nie przebiera. Wyraźnie daję odczuć swoją niechęć. Głupia ja.

Peace&Love
P.


„Sit down beside the bright lights
I cant see your face from here
I cant see your face very clear”

pukpukpukpukpukpukpukpukpukpukpuk.

większość z was wie jak bolesne jest uzmysłowienie sobie przed samym sobą niektórych spraw. Szczególnie mam na myśli te sprawy, których do siebie przez lata staramy się nie dopuścić. Opędzamy się od nich jak możemy. Wiadomo. To warunek konieczny do tego by nie żyć w kłamstwie. Codziennie wstając rano i kładąc się spać mydlisz sobie oczy wmawiając, sobie że to co robisz nie jest bezcelowe, powtarzasz sobie że masz nad tym kontrolę. Pst… Puk puk, nad żadną sferą naszego życia nie masz kontroli. No dobra… może sprawy bardziej materialne – praca dom szkoła i inne, ale ja mam na myśli sferę emocjonalną. W niej kontrola absolutna nie istnieje, czasowo się wyczerpuje – prędzej czy później. Dusisz się i chcesz uwolnić, a to znak że Twoja KONTROLA poszła w cholery. Czas pogodzić się z faktem i spojrzeć mu w twarz. Piękną twarz słodkich kłamstw którymi się nieustannie karmisz, masz ochotę w tę słodką twarz się wtulić poczuć zapach wanilii i świeżych truskawek, poczuć ciepło na skórze i ciepło w środku. Poczuć się błogo. Nie! Koniec! czas zrozumieć, że to już tak nie będzie wyglądać. Teraz musisz się przytulić do oziębłej lekko sinej twarzy rzeczywistości z podkrążonymi oczyma i rozciętą wargą, poczuć zapach metalu i mosiądzu. Poczuć „gęsią skórkę” a w środku chłód na granicy z bólem.

Wątpię.
a to źle.

Tęsknię, jestem zaskoczona może lekko zawiedziona… może rozczarowana i zamyślona. Nie wiem czy idę dobrą drogą i czy to jest właśnie ta, którą chcę iść. Walka wreszcie się kończy, wreszcie następuje moment w którym składasz broń. Bo albo cel stracił wartość, albo po prostu zapominasz po co walczysz…

Ciekawe czy coś się zmieni…. ciekawe czy ja się zmienię.

Nie lubię się nudzić.