czekolada2

avatar

Ten użytkownik nie wpisał jeszcze żadnych informacji o sobie.


Wpisy czekolada2

Cześć, to ja. Znowu ja. Przychodzę do Ciebie bo muszę się wygadać, wysłuchaj mnie a jeśli jeszcze potrafisz to pomóż. Chcę Cię poprosić o odrobinę siły bo mi jej zabrakło.

Tato, paradoksalnie, chociaż bardzo tęsknię za Tobą i za tym co było to jednocześnie tylko dzięki Tobie nie boję się przyszłości. Dziękuję Ci tatko że byłeś, dziękuję za stabilizację i uczucie twardego gruntu pod stopami, za tym tęsknię teraz najbardziej. Za Twoją obecnością surowością i pewnością co do każdego słowa. Za tym, że mogłam iść Twoim śladem bez wahania, z zamkniętymi oczyma, teraz jest inaczej… teraz muszę pilnować się na każdym kroku, by nie wręczać innym broni w dłoń.
Pokochałeś mnie i nauczyłeś, że można żyć dalej, choćby ból i smutek wydawał się nie do zniesienia.

Czasem zdarza mi się obejrzeć przez ramię i Cię zawołać.
to już rok i trzy miesiące. co było z nami rok temu.

Peace,P.

zaciśnięte pięści.

wczorajszy lakoniczny wpis był resztką sił jakie z siebie wyplułam. Dostałam strasznie po tyłku i czułam ogromne napięcie psychiczne i fizyczne.
Wiecie jak to jest ? to tak, jak byście mieli ciągle zaciśnięte pięści, ciągle… nieustająco – dzień i noc. Napięcie w mięśniach i ścięgnach cały czas się utrzymuje na tym samym poziomie, nie czujesz bólu, to raczej takie uczucie ciężkości. Otwierasz dłonie, bo chcesz się od tego uwolnić, ale nie czujesz ulgi, bo napięcie na dłoniach zostaje. Strzepujesz je nerwowo szukając lekarstwa a tu dupa. Dłonie Ci pulsują i samoczynnie nawet same się do zacisku składają.
Nieustająca presja na to by być lepszą i lepszą karanie samej siebie za swoje małe błędy. Ciągła nauka tego, jakich skurwieli można spotkać na swojej drodze, ciągłe oglądanie się za siebie i zero zaufania do nikogo. Taki człowieczek sam sobie pozostawiony. Słuchanie o problemach które problemami nie są i wyolbrzymianie ich do nienaturalnych rozmiarów. Potrafię się na to zamknąć ale wychodzi wtedy, że jestem suczyskiem, uśmiecham się chociaż wcale nie jest mi do śmiechu. Bo tak to tu już jest. Wracam do domu i nie mam najmniejszej ochoty o tym rozmawiać, z nikim, a muszę. Muszę przynajmniej trochę poudawać, że jest super a bez rozmowy to nie przejdzie.

Wczoraj wpadłam do domu i po szybkim obiedzie myślałam że mój ogródek przeorganizuje zupełnie. Wyładowałam się trochę, wykopałam jedną z roślin która działała mi na nerwy, usunęłam przerośnięte, okropne turki, i ogarnęłam wszystko po krótce. Jakoś tak po dwóch godzinach poczułam się lepiej. Wzięłam prysznic zjadłam coś i poszłam do łóżka. Tak wyglądał mój dzień.
Dzisiaj zamiast ogródka czeka mnie dom, trzeba go doprowadzić do stanu akceptowalnego przez gości. Tak, bo czekają mnie goście. Kolejna radosna nowina która przyczyni się do mojej jeszcze większej spiny.

W sobotę wyjazd, cały dzień będę musiała włóczyć się po rozkopanej stolicy województwa a w niedzielę referendum. Później pięć dni męki i znowu weekend… weekend na weselu. Pięć dni męki i może… MOŻE kolejny weekend spędzę tak, jak chciałabym najbardziej. Sama, pod ciepłym kocem z kubkiem herbaty i książką. Cały dzień. Albo nie ! w ogóle nie będę wstawać z łóżka, nie chce produktywnie spędzić tego weekendu. Chcę go przejebać na głupoty.

Chciałabym usunąć te napięcie ale chyba jest nie usuwalne :) wydaje mi się, że ja do niego muszę się przyzwyczaić.

nawet teraz nie czuję ulgi.

jestem zmęczona… okropnie zmęczona.

jup

lubię tą pracę, lubię ją dlatego że jest dużo różnorodności. To nie jest tępe wklepywanie liczb w komputer. Lubię bo zawsze jest coś nowego, ale spędzam tu 8 godzin w ciągu dnia. Prawie więcej niż w domu, dlatego uważam że atmosfera tu powinna być inna. Nie lubię ciągle się za siebie oglądać i ciągle ważyć słów.
Nie wiem czy to takie czasy, czy po prostu indywidualna niechęć do mnie powoduje takie postępowanie wobec mnie jakiego doświadczam od pół roku. Eh… nawet nie wiem jak tu o tym wszystkim napisać, strasznie to nieprzyjemne, tyle mogę powiedzieć.

dobrego dnia !
P.

syndrom dnia trzeciego

rozpoczynam trzeci dzień, wczoraj myślałam że pęknę. Udało mi się wygrać jedną z pierwszych bójek z samą sobą. Nie czuję, ale widzę efekty widzę już z tego tytułu profity. Jeszcze teraz pilnować się i uniknąć niepożądanych efektów ubocznych a będę na pozycji wygranej.

Niby głupota… a taka ciężka do przetrawienia :)

poniedziałek. ała.

PEACE&LOVE
P.

P.S. jestem na takim etapie, że wszędzie ich widzę, są WSZĘDZIE !

lipiec 2015

Chroniczne wkurwienie nawraca, wolałabym umrzeć. Szczególnie wczoraj… chciałam umrzeć na kilka długich dni. Po czym wstać jak Feniks z popiołów i niczym się już nie trapić. Co za dzień… każde słowo którym będę próbowała określić ten dzień będzie za słabe. Nawet wysoko zaawansowana łacina nie zadziała. Na sam koniec zrobiłam jeszcze błąd nowicjusza nosz kur*a. Noc była długa, a dzień dzisiejszy będzie jeszcze dłuższy. Niech nadejdzie wreszcie ten 7 sierpnia.

Przez tę długą noc miałam czas na myślenie… dawno już nie miałam go aż tyle. Niektóre wnioski jakie mi się w nocy nasunęły są budujące inne druzgocące. Nie wiem jak to się stało, ale miałam zupełnie inną perspektywę patrzenia. Może to przez te piwo i kilka lampek wina ? mejbi. Przestało mnie już kłóć to że ktoś mnie pomija, że czuję wyraźnie jak ktoś mnie eliminuje. Nadszedł ten moment, którego chyba się bałam. Jesteście mi bardzo wszystko jedno. Koniec.
A wnioski budujące ? to takie, że nadal są ludzie którzy szczęścia nie zazdroszczą. Szczęście drugiego człowieka nie wpływa na nich ani destruktywnie ani drażniąco. Cieszę się widząc w oczach przyjaciela radość niepojętą z tego że jestem szczęśliwa, bo taka właśnie jest przyjaźń. Najwspanialsza na świecie. A słowa „cieszę się z Twojego szczęścia” niosą ze sobą ogromny ładunek energii wtedy i tylko wtedy, kiedy są tak na 100% szczere. Jestem największą szczęściarą na świecie.

P.S.

Tatko, nasze spotkania do tej pory były krótkie i szybkie, a zauważyłam że ostatnio spotykamy się coraz częściej i na dłużej. Nie wiem czy to moja podświadomość ciągle Cię do mnie ściąga, czy jakaś moc nadprzyrodzona istnieje i faktycznie jesteś przy mnie duchem. Wiem że nie byłam nigdy córką której byś chciał i nie pamiętam żebyś kiedyś powiedział do mnie „Kocham Cię”, ale ja Ciebie potrzebuję. Mam 24 lata a nadal potrzebuję surowego, niedostępnego, nieustępliwego ojca. Bo za Tobą kroczyło się pewniej, Twoimi śladami szło mi się zdecydowanie lepiej… teraz wydeptuję sobie wszystkie sama, po drodze szarpiąc się z kobietą z którą Ty wytrzymałeś 45 lat. Kobietą z kamienia. Ażeby tego było mało, to dochodzą do tego jeszcze żale brata i wymagania siostry. A ja po środku tego całego kieratu. Wiem, marudzę. Ale muszę trochę Ci się wygadać bo Ty znasz tę sytuację całą najlepiej.

Przez Ciebie ! bo po Tobie jestem taka narwana, mam same problemy. Więc poczuj się trochę zobligowany do pomocy swojej ostatniej córce! Ja już nie proszę, ja żądam ! podaj mi rękę. Podaj mi rękę, albo najlepiej wróć.

Peace,Lov.P