czekolada2

avatar

Ten użytkownik nie wpisał jeszcze żadnych informacji o sobie.


Wpisy czekolada2

jak wszystko

chciałabym sobie wytłumaczyć że to święta nastrajają mnie wyjątkowo negatywnie w tym roku, chciałabym w to uwierzyć, tak byłoby mi z pewnością wygodniej. Zrzucić wszystko na Boże Narodzenie które organizuje z poczucia obowiązku. U mnie święta zapowiadają się tak jak co roku, wszyscy zwalą się tu na łep. Cała rodzina w komplecie, zastanawiam się tylko jakim cudem uda się nam się zagrać idealną rodzinę po tych przejściach dwa tysiące siedemnastego roku. Był kiepski, tak… mogę powiedzieć z pewnością, że nie należy on do moich The Best i zająłby chyba ostatnie miejsca w stawce. Z pozytywnych rzeczy które chociaż przez chwilę pozwoliły mi latać 30 centymetrów ponad chodnikami to ta, że jestem narzeczoną i niebawem żoną. Przyziemne to, ale się cieszę. Oświadczyn jakich ja miałam okazję doświadczyć życzę każdej zakochanej kobiecie. Były kwintesencją tego nad czym pracowaliśmy wspólnie przez dwa lata, były esencją tego co mnie w Tobie urzekło D. Wiem jak ciężko jest mnie kochać wiem jak trudnym jestem człowiekiem i jak wymagającą kobietą. Wiem że sprawiam Ci często przykrość i wypowiadam słowa których sama nie chciałabym usłyszeć od Ciebie… ale… nie potrafię ich wszystkich czasem zatrzymać. Pozostaje Ci jedynie wierzyć, że nad tym w pocie czoła pracuję. Porażki dnia codziennego, napotkane przykrości, przemijanie i ból jestestwa czasami nie daje mi oddychać pełna piersią, szarpie się czasem z tym wszystkim w poczuciu bezsilności a potem wracam do domu po całym dniu i mam ochotę zniszczyć wszystko co napotkam na swojej drodze. Destruktywnie siebie również.
Z reszty roku nie ma chyba rzeczy pozytywnej która zapadłaby mi w pamięć a wracając pamięcią wstecz dożywają we mnie jedynie złe wspomnienia. Licząc czas jaki mi minął zastanawiam się jak będzie wyglądał ten czas który mnie jeszcze czek, bo przez przeciwności losu jakie napotkałam w 2017 roku boję się, że moje życie do wymarzonych nigdy nie będzie należało, ani nawet do najlepszych. Wiecznie przez coś hamowana, ciągle walcząca sama ze sobą, mam w sobie, do siebie, żal za wiele rzeczy. Pali mnie on od środka ale swojej przeszłości już nie zmienię. Straciłam wiarę w to że będzie mi łatwo, ja straciłam nawet wiarę że będzie mi przyjemnie, straciłam wiele rzeczy dzięki którym jestem tu gdzie jestem. Pogodziłam się z tym i wreszcie zrozumiałam, że głową ściany nie przebiję co chyba było punktem zwrotnym w moim 2017 roku. Dałam odpocząć wiecznie zaciśniętym pięściom w złości i smutku, pozwoliłam się im rozprostować i nabrać kolorów. to sprawiło, że w 2017 roku trochę okrzepłam przestałam się oglądać na twarze które znam już tylko z emotikonów albo z malutkich zdjęć przy dymkach w komunikatorze. Jestem tu i teraz, oddycham, żyję, czuję i chcę czuć. No… może trochę radośniej… ale pozostaje wierzyć mi że mój czas kiedyś nastąpi a radość, bo szczęścia absolutnego chyba nie czekam będzie w końcu rozrywać mnie od wewnątrz.
To okropne i dziwnie jest mi przed samą sobą się do tego przyznać, ale czasami myślę o śmierci, wiem że nie jestem w stanie sobie czegoś zrobić i nie ze strachu, raczej z poczucia, że wyrządziłabym tym krzywdę osobom którym jeszcze na moim bycie zależy. Tym które wiedzą co mną targa każdego dnia i tym którym zależy na moim szczęściu i uśmiechu. Jest ich garstka.. ale chyba nie marzę nawet o kimś dodatkowym, w ogóle przestałam marzyć, zaczęłam po prostu robić to co do mnie należy. Ale wiecie co… gdyby miałoby mi się coś przez łut przypadku stać nie bałabym się tego no, ale jednak los każe mi ten mój każdego dnia cięższy wózek ciągnąć. Widocznie pomysł na to wszystko ma inny. Czasami jest mi trudno wszystko objąć rozumiem o zrozumieniu już nie wspominając. Jaki był mój 2017 rok widzicie…

Dzisiaj zagościł we mnie smutek i jakoś wyjątkowo mnie sparaliżował. Zastanawiam się tylko czy ta „faza” trwać będzie do świąt tak jak przewiduję czy dłużej. Może faktycznie coś w tych świętach jest takiego co mnie trawi od środka. Nie wiem jeszcze co to jest, może kiedyś zasiadając do stołu zrozumiem, na chwilę obecną nie rozumiem.
Dlatego,
Czekam tu na coś co zaszczepi we mnie chęć do życia przez duże Ż a nie przeżywania od do…

Powodzenia w 2018.
do zobaczenia w nowym roku.
szczęścia.
pomyślności.
miłości.
radości.
i
spełnienia.

Nie miejcie skrupułów w walce o swoje JA proszę żebyście to wpoili sobie w planach na 2018.

LOV
PEACE
Pani z kneblem w ustach.

siedzę i piję, sama…tak sama że nawet kurwa nie ma komu wlać mi wódki do szklanki… sama sobie leję. Zastanawiam się jak nisko upadłam :) chyba jeszcze niewystarczająco nisko skoro tu piszę – nie wiem kto to czyta i czy w ogóle ktoś jeszcze to czyta ale jeśli czyta to otwórz człowieku piwko i potowarzysz żebym nie myślała o sobie jeszcze gorzej niż myślę teraz. Bo chyba dawno nie miałam o sobie aż tak złego zdania… obudziłam ostatnio swoje demony i w komplecie wszystko zwaliło mi się na głowę. Dzisiaj, na ten przykład, całą noc rozrywałam worek w który zawinięty był mój ojciec przekonana że żyje. Oczywiście nie żył. W moich snach albo JUŻ nie żyje albo ZARAZ umrze, to jedno z przekleństw ludzi którzy przeprowadzają na druga stronę ważną dla siebie osobę. Są to takie momenty, których się nie zapomina to naturalnie nienaturalne chwile które zostają w nas do końca, do tego końca przy którym nikt nie chce być sam. Osoba która odchodzi nie chce być sama, mój tata nie był, trzymałam obie moje ręce po obu stronach jego głowy uspokajałam mówiłam „nie bój się, będzie dobrze” do momentu kiedy nie zabrali go ode mnie, zapakowali na nosze i zabrali. Wiem – wiedział że nie jest sam, a ja mam teraz z jednej strony ciężar że widziałam jak gaśnie mój ojciec ale z drugiej strony radość i dumę że nie czuł się samotny. Mam nadzieje że w tych chwilach chociaż trochę dałam mu odczuć jak mocno go kocham i wymyśliłam sobie że w ciągu kilku chwil mogłam nadrobić to wszystko czego nie zrobiłam przez całe życie. Nie pamiętam czy kiedykolwiek powiedziałam mu „Kocham Cię” i nie pamiętam żebym usłyszała to od niego, nie mam o to żalu… bo nawet jeżeli nie czuł tego samego co ja, to ja jako córka kochałam go bezwarunkowo. Trudną miłością, której sama nie chciałabym otrzymać.

pusty w środku orzech.

Nie każdy umie się domyślać niektórym trzeba mówić wszystko wprost, a mi się nie chce – tak po prostu.
A lutego nienawidzę i będę nienawidzić. Wydaje sie najkrótszym miesiącem roku ale niektórym potrafi się rozciągnąć na kilka lat, każdy z dwunastu to luty.

to wszystko to jedna wielka dziura, pierdolona dziura która nie ma dna od którego można się odbić.

Prawdziwa kobieta potrafi wszystko zrobić sama, ale prawdziwy mężczyzna jej na to nie pozwoli.

To era, w której facet nie powie, że przeprasza, że tęskni, że popełnił błąd. To era, w której facet wzdycha wzrusza ramionami i mówi „trudno”.
Tylko niewielka część potrafi powiedzieć „przepraszam”, „brakuje mi Ciebie” czy „najważniejsze żebyś Ty była szczęśliwa”. Nie potrafią tego zrobić wieczni chłopcy. Zagubieni i niedojrzali, mający problem nie tylko z kobietami, ale z pracą, życiowymi decyzjami czy moralnymi wyborami. Mający problem ze wszystkim włączając w to przede wszystkim samych siebie.
Teraz trzeba bardzo ostrożnie z używać wyraz „mężczyzna”

:)

Ery tworzą rodzaj makrostruktury pełnego cyklu życiowego, w ramach których wyróżnić można mniejsze fazy rozwojowe. Podkreślić przy tym należy, że żadna era, ani faza nie jest lepsza, lub wyższa, lecz, że każdy etap w życiu niesie ze sobą istotne zadania i odmienne strategie ich realizacji. Wejście, wkraczanie (ang. transition), w nową erę jest decydującym okresem zwrotnym w cyklu życia. Rozpoczyna się wtedy wyodrębnianie nowej struktury życiowej, która później jest rozbudowywana i umacniana, a następnie, już po wielu modyfikacjach, zostaje znów skonfrontowana, i na nowo wyodrębniona, w kolejnej erze życia. D. Levinson pokazuje życie człowieka, jako cyklicznie powtarzające się budowanie, wykorzystywanie i przekształcanie struktury życia. Okresy względnej stabilizacji i stałości, są przedzielane fazami kryzysowymi, kiedy jednostka szuka nowych rozwiązań, musi konfrontować swoje umiejętności i zasoby z wymaganiami otoczenia i nowymi zadaniami życiowymi, oraz podejmuje kluczowe decyzje dla dalszego życia. Te przemiany nie zawsze są łagodne w swej istocie, i nierzadko zachodzą w atmosferze napięcia, konfliktów i ryzyka egzystencjalnego.
Autor: Dr Dariusz Skowroński

Wkraczam w nowy rozdział… czuję że rok nadchodzący będzie ważnym rokiem. Takim szczególnie istotnym dla mojego życia osobistego, zawodowego i wewnętrznego. Nie wiem czy te radiowe piosenki świąteczne mnie nastrajają na spokój czy sama się wewnętrznie wyciszam przed tymi okropnymi świętami po to żeby je jakoś przełknąć czy autentycznie staję się człowiekiem spokojnym. Jedno jest pewnie lubię taką siebie – bez obaw strachu i z miłością. Tak jak pisałam wyżej – czuję że ten rok będzie wyjątkowy… nie boję się tak jak rok temu czy dwa czy nawet trzy lata temu że coś stracę, intuicja mi mówi że będzie to dobry rok. Co było w tym roku ? spokój o który walczyłam i poprawa zdrowia którą szumnie zapowiadałam wpisem rocznym cele osiągnięte – fajnie. A co w 2017 ? może to głupie, ale chciałabym nauczyć się szyć na maszynie – niech to będzie mój cel ! :) kupno maszyny i uszycie czegoś dla siebie.
P.

lovnadzisiaj

Ze wszystkim się uporam, bo rozum mam i ręce. Rozumem świat ogarnę, rękami się obronię – mawia klasyk. Jasne… mama zawsze powtarza bądź sobie kapitanem i za stery stawaj sama. Staję zawsze sama ale czasami są ułamki sekund takie przecinki maluśkie kiedy to chciałabym żeby ktoś poprowadził mnie. Nie czuję żebym miała taką osobę gdzieś blisko, nawet mój osobisty adoptowany facet tego dla mnie nie zrobi… bo najprościej na świecie nie potrafi. W ciężkich chwilach zasłania się chmurką jak te jebane słoneczko z gg i wraca jak opada kurz. Zaczynam się zastanawiać czasami czy to jest idealny kandydat dla mnie na całe życie… między naszymi charterami jest przepaść, jest za słaby… ja jestem dynamiczna raptowna impulsywna i silna, a on nie dotrzymuje mi kroku. Zdyszany został gdzieś z tyłu i nie chce mi się za nim czekać.
lov.nadzisiaj.