Archiwum dla Czerwiec, 2016

nic nowego, od 25 lat nic.

Od kiedy pamiętam myślałam wiecznie o kimś. Nawet jak żył tatko, to pamiętam że wiecznie były problemy z wychowaniem brata. Bo źle powiedział, bo był w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu, bo był leniem, bo był niezorganizowany, nie posłuszny… Siostra szalona, uparta i zawzięta co sobie uroiła musiało być kosztem całego świata. Ojciec milczący raptus a Matka choleryczka z głową na karku w sumie jedyna osoba która ten cały bajzel merytorycznie i rzeczowo ogarniała. A ja ? otóż ja po śmierci taty, przejęłam obowiązki mamy bo bałam się o to, że kolejne stresy mi ją zabiorą. Minęło kilkanaście lat od kiedy jako mały obserwator przyglądałam się temu co działo się w domu i uczyłam się od rodziców rozwiązywania problemów. Teraz to ja jestem obserwowana to ja stałam się remedium na problemy.

Mam brata który ma swoją rodzinę syna piękny dom i wspaniale prosperujący biznes, a regularnie doprowadza swoją rodzinę do zadłużeń – nie potrafi prowadzić swojej działalności gospodarczej która jest świetnie dającą mleko krową, woli pracować u kogoś na etacie… ok akceptuję. Ale znam go i czekam na to kiedy dotrze do niego że to jeden z tych popierdolonych pomysłów które udało mu się spłodzić. Nie ma pomysłu na siebie, to jest największy problem. Ja mu nie powiem co MA zrobić, ja powiedziałam mu tylko co ja BYM zrobiła będąc na jego miejscu. Ale czasy się zmieniły, ja nie jestem matką która wpompuje bezcelowo kolejne tysiące w syna tylko po to by nie pozwolić mu popełnić tego błędu. Ja pozwolę mu się potknąć i rozjebać sobie łeb. Przez całe swoje życie niczym się nie martwił, życie miał ułożone co do kawałka, każdą decyzję podejmowały za niego kobiety które były mu bliskie. Kiedyś mama teraz żona, bo brak mu charakteru do ryzyka. Całe życie niebieski ptak. Sprawiał problemy jako nastolatek, i sprawia do teraz.

Mam też siostrę, ona też ma swoją rodzinę. Wspaniałego męża, dwójkę dzieci, piękny dom czerwone autko i ogród. Co robi ? jest alkoholiczką. Kobietą pijącą ze szczęścia. Bo jak można być człowiekiem nieszczęśliwym w takich okolicznościach? Jej alkoholizm ostatnio wyprowadził mnie z równowagi chociaż wiem że nie powinien. Byłam zła o czym raczyłam ją jak najszybciej poinformować. Charakter mam niepokorny więc i słów przy tym użyłam niewybrednych mnóstwo. Chciałabym jej pomoc i chciałabym być rzeczowa, ale ciężko mi zachować spokój kiedy chodzi o moją siostrę. Ona utopiła się w Martini.

No i mama – osoba która w swoim życiu przeszła dużo. Nasza rodzinna angielska Margaret. Teraz jest kobietą w podeszłym wieku z nerwicą, astmą i innymi chorobami utrudniającymi spokojne życie. Boję się o nią dlatego stałam się dla niej falochronem i kamizelką kuloodporną. Każde problemy chcę rozwiązywać tak szybko jak się tylko da by ona się nie musiała o nich dowiadywać i zamartwiać. Taką misję sobie uroiłam… od co.

Gdzie jest w tym wszystkim P ? już wam mówię – P jest tą złą, która chlapnie coś co pomimo że jest prawdą boli więc jest nieprzyjemne i odstaje od utartych konwenansów że rodzeństwo powinno się miłować i włazić sobie wiecznie w dupsko. Wiem jacy jesteśmy, jesteśmy rodziną włoską. U nas działają tylko terapie szokowe, spokojna rozmowa nie działa… ja to znam, bo wiem jakim jestem człowiekiem a jesteśmy do siebie podobni. Dlatego wykrzyczenie bratu w twarz że nie jest facetem a jebaną cipą która nie potrafi zadbać o swoją rodzinę to niemiła wiadomość, ale lekko uzmysławiająca. Powiedzenie siostrze że jest zachlaną mordą która nie szanuje swojego zdrowa, rodzeństwa, męża i własnych dzieci też nie jest niczym miłym ale słowa te same powiedziane spokojnie nie osiągną żadnego efektu. Nie potrafię już martwić się o siebie. Potrzebuję żeby ktoś zatroszczył się o mnie. Potrzebuję kogoś kto mnie czasami obroni i kogoś kto mi powie „działaj dalej bo to co robisz jest dobre”.
Nie mogę liczyć na rodzeństwo… bo mam wrażenie że są życiowymi sierotami i ślepymi szczeniakami. Zupełnie nie dostosowani do życia.
Boję się polegać na matce, nie dzielę się z nią swoimi problemami bo częściowo związane są albo z nią, albo z jej dziećmi. A jeśli już nie to po prostu ze strachu o jej zdrowie nie pisnę słowa że mi ciężko.

Ja nawet wracając z pracy nie umiem z nią rozmawiać o pogodzie, bo wszystko co powie doprowadza mnie do szału. Zmęczenie po robocie jest tak duże że jedyne na co mam ochotę to położyć się i odpocząć a później wstać, wypić kawę i przebiec 10 km tylko po to żeby paść na pysk ponownie. Nie rozmawiać z nikim bo cały dzień muszę rozmawiać z ludźmi w pracy i chcę od tego odpocząć. To przecież nie jej wina że taką mam pracę. Ona chce porozmawiać ze swoim dzieckiem które wiecznie ją atakuje, czepia się i jest niemiłe. Chce porozmawiać. Wtedy mam takie wyrzuty sumienia że mam ochotę umrzeć. Całe życie chciałam być dla niej dumą, być córką z elementarza. I myślę sobie że nawet nie powinnam myśleć o tym że będę dumą. Bo jestem okropnym charakterem z którym ciężko się mieszka.
Chcę się zmienić, ale brakuje mi sił.

Boże o ile istniejesz… dopomóż.

P. tym razem po prostu : Love.

żadnego tytułu

2 lata. Minęło dwa lata.

Tato, tęsknię.
Kornelia, spokój Twojej duszy
Karolina – trzymaj się.

7 czerwca, 11:50, koniec i początek. Koniec samowolki początek ciężkiej pracy. Jesteś ze mnie dumny ?