miałam ostatnie półtorej tygodnia przeprawę przez piekło w pracy. Pierwszy raz, od kiedy jestem tu w pracy poczułam autentyczną odrazę do tego miejsca. Ale taką z kwi i kości. Poświęciłam swoje zdrowie żeby uratować dupsko kumpla, ganiałam go po kiblach żeby prostował ze mną to co nabroił. Zostałam jebaną iskierką nadziei na poprawę. Wszystko naprawione, ale za iskierkę się nie mam i nie chcę by ktokolwiek tak o mnie myślał. Pracowałam osiem godzin w pracy i jeszcze kolejne 4 albo 5 w domu. Byłam wyprana przeżuta i wypluta. I jak się to skończyło ? tak że znowu jestem chora. W biegu, i chyba z rozpędu wpadłam do gabinetu lekarza. Wypytana przepytana przesłuchana wyszłam z karteczką a na niej nabazgrane skierowanie. Mam szybko z nią wracać. Po co ten pośpiech. Z głupoty człowieka nie wyleczą.