Archiwum dla Kwiecień, 2016

bytoch*j

miałam ostatnie półtorej tygodnia przeprawę przez piekło w pracy. Pierwszy raz, od kiedy jestem tu w pracy poczułam autentyczną odrazę do tego miejsca. Ale taką z kwi i kości. Poświęciłam swoje zdrowie żeby uratować dupsko kumpla, ganiałam go po kiblach żeby prostował ze mną to co nabroił. Zostałam jebaną iskierką nadziei na poprawę. Wszystko naprawione, ale za iskierkę się nie mam i nie chcę by ktokolwiek tak o mnie myślał. Pracowałam osiem godzin w pracy i jeszcze kolejne 4 albo 5 w domu. Byłam wyprana przeżuta i wypluta. I jak się to skończyło ? tak że znowu jestem chora. W biegu, i chyba z rozpędu wpadłam do gabinetu lekarza. Wypytana przepytana przesłuchana wyszłam z karteczką a na niej nabazgrane skierowanie. Mam szybko z nią wracać. Po co ten pośpiech. Z głupoty człowieka nie wyleczą.

gorzki cukierek.

Wiem że wpis był niedawno. Ale czytając go i myśląc nad tą całą sytuacją dochodzę do różnych drzwi. Nie wiem w które zapukać. Pomijając już to że dostałam po drodze mnóstwo sms których treść jest sprzeczna z tym co usłyszałam. Przeczytałam ostatnio że dzięki temu że się rozstaliśmy mogę prowadzić „normalne” życie. Szkoda bardzo że nie zapytałam co kryje się pod tym magicznym słowem „normalne” bo dla mnie życie z nim było delikatnie odbiegającym od normy, ale byłam w stanie czekać tyle ile będzie potrzeba. Czekać na niego. Bo miłość na tym polega, na poświęceniu. A ja gotowa byłam oddać się w całości. Faceci to jednak pojeby. A najpiękniejsze następuje wtedy kiedy dowiadujesz się że to wszystko stało się „dla Twojego dobra” albo „nie jesteś przy mnie szczęśliwa” kurde, a gdzie w tym wszystkim ja ? gdzie moje decyzje ? gdzie moja ogromna chęć bycia z TOBĄ, bo Cię kocham, każdym kawałkiem siebie. Nad życie. No, ale niestety wtedy dochodzi się do wniosków których samej sobie lepiej jest nie uświadamiać. Bo to że ja gotowa jestem na poświęcenie nie oznacza wcale że i ty na nie jesteś gotów a jeśli tak nie jest to ta miłość jest jeszcze w Tobie za młoda. Albo za słaba. Ciężko ocenić.
Wiecie co w tym wszystkim najbardziej mnie zaskakuje ? to, że ja nawet teraz mając możliwość cofnięcia się w czasie zrobiłabym wszystko tak samo, niezależnie od zakończenia. Bo wiem że cała nasza relacja zmieniła we mnie dużo, w większości na lepsze. Co nie oznacza że nic złego nie było. Było a w zasadzie jest do teraz, bo mój obecny luby spija całą tą śmietankę cierpliwie przez 24 godziny. Ciągle potrzebuję, jak nigdy, zapewnień o jego uczuciach, ciągłego słuchania „Kocham Cię P” chcę słyszeć że mnie nie zostawi, chcę wiedzieć że nie skończy się to tak jak poprzednio. Z dnia na dzień od tak, po prostu. The end love story. Piekli się… to jasne, że ciągle wracam myślami do przeszłości… no cóż, przeszłość to część mnie i będę do niej wracać bo to ona ukształtowała mnie na taką P jaką na co dzień jestem.

Ale M, wiedz że wszystko to co było zostało odkreślone grubą kreską i pomimo że w środku chciałabym zobaczyć jakim byłbyś teraz dla mnie facetem, to ten korytarz prowadzi w jedną stronę nie mogę się cofnąć. Jest już za późno M. Przepraszam, ale musisz mnie zrozumieć. I właśnie ta druga część mnie ściska mi mocno ramiona żebym nie mogła się wrócić. Za to dziękuję.

Ciągle mnie ludzie zaskakują a ludzka głupota przestała już wzbudzać mój podziw.

Tak z innej beczki, moja baba, którą kocham ponad życie i którą poznałam na studiach napisała mi ostatnio że ma nieprzejednaną ochotę wypić ze mną kawę i wiecie co ? tak się właśnie stało. K przyjechała do mnie i usiadła w moim fotelu, wypiła ze mną moją kawę. U mnie w domu. Po prawie pięciu latach odwiedziła mnie moja radość. Skakałam i całowałam ją z radości. Nie mogę doczekać się kiedy znowu będę miała okazję zobaczyć Cię K w moich drzwiach. Dziękuję Ci że przyjechałaś. Właśnie tego wtedy potrzebowałam. Wypicia kawy w Twoim towarzystwie, smakowała wybornie. Trzymaj się iskierko, będzie lepiej… w końcu musi być lepiej !

PeaceLove
P.

Siedzę za kierownicą. ON wsiada jako pasażer. Przytrzaskuje sobie drzwiami nogę. Zwija się na fotelu.
JA: auć. Po co to zrobiłeś?
ON: żeby się popisać
ehhh….

zaskoczenie

hej,
nie uwierzycie co mnie ostatnio spotkało, a raczej kto się ze mną spotkał. M przyjechał. Jego chęć na spotkanie była tak ogromna, że za pomocą sms raczył mnie poinformować że będzie już o godzinie 11:00. Na szczęście miałam mnóstwo planów, i o 11:00 spotkać się z nim nie mogłam bo cały dzień poświęcić zamierzałam na zacieśnianie relacji z rodziną mojego lubego. Poza tym, to były jego urodziny. Do spotkania jednak doszło, o godzinie 20:00 miałam go już przed oczyma i w zasięgu ręki. Tego dnia usłyszałam wszystkie te słowa na które czekałam kiedy byliśmy razem. Dowiedziałam się że jestem fantastyczną dziewczyną, że chciałby dzielić ze mną nie tylko łóżko ale całe życie, że cały czas ze sobą walczył ale nadszedł moment kiedy to może już powiedzieć w pełni pewien, że dojrzał do DOJRZAŁEGO ZWIĄZKU (!!!) słucham ? po czterech latach ? dowiedziałam się również że gotów jest przeprowadzić się tu. tu gdzie mieszkam ja. Tu gdzie mówił że się nigdy nie odnajdzie. Stałam jak wryta i jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w jego oczy zgubnie szukając oznak żartu. Nie znalazłam nawet kszty uśmiechu który mógłby świadczyć o tym, że M żartuje. Dotarło do mnie że mówi to wszystko zupełnie świadomie i, co gorsze, z zupełną pewnością. Usłyszałam także żal w jego głosie że to wszystko co między nami zaszło potoczyło się w tym kierunku. Przyznał że jest ostatnim idiotą, bo pozwolił mi uciec.
Facet dla którego złamałam wszystkie swoje zasady i gotowa byłam robić to dalej, mężczyzna dla którego zrobiłabym wszystko, teraz kaja się i prawie prosi. Przykro tylko, że nie wziął pod uwagę że po czterech długich latach ja się zmieniłam. Moje priorytety uległy diametralnym zmianom… On spadł już z pozycji pierwszej daleko poza podium, głównie przez to że niesamowicie mnie zawiódł. Prawdziwy mężczyzna tak nie robi.

„Zbierając kamienie zgubiłem diament”

Peace.Love
P.