Archiwum dla Marzec, 2016

WielkaNoc

cześć, siema. Znowu jestem chora. Moja odporność a właściwie zupełne wyjałowienie organizmu przez lekarstwa doprowadziły do sytuacji w której każdy wirusik zostaje ze mną na dłużej. Niedawno zaleczyłam gronkowca bo wyleczyć go się już nie da, teraz mega przeziębienie na granicy z grypą. Nie widzę prawie na oczy a rozglądanie się graniczy z cudem, bo moje oczodoły bolą do takiego stopnia że najlepiej cały czas mieć je zamknięte albo patrzeć tylko przed siebie. Niestety w moim wypadku to niemożliwe bo robota sama się nie przerobi, i na stanowisku muszę siedzieć. Było nie było. Czuję jak odchodzą ode mnie siły. Święta spędzę w łóżku, świetna perspektywa na najwspanialsze święta na świecie. Wielkanoc jest najpiękniejsza, a ja nie będę mogła nosa za drzwi wystawić. Kupka leków zapisana, większość – zwiększająca odporność – ale jak widać, poprzednio zwiększyły mi ją tylko na niecałe dwa miesiące. W sumie lepsze to niż nic.
Zaliczyłam z wynikiem pozytywnym kurs archiwisty I-go stopnia i mogę już legalnie wydawać zaświadczenia, poświadczenia i inne pierdoły. Z tego się cieszę, bo nie liczyłam na pozytywne zakończenie tej historii. Wczoraj byłam wrakiem człowieka na egzaminie. Na szczęście zaliczyłam się do małej grupy tych, którzy z sali wyszli z uśmiechem. Mały sukces na moim koncie.
W poniedziałek pierwszy dzień wiosny i urodziny taty. Możecie uznać mnie za wiariatkę ale tata nas odwiedził. Widziałam go wyraźnie jak okrywał mamę kołdrą w nocy. Stałam jak wmurowana, bo wyglądał strasznie autentycznie. Myślę sobie, że przyszedł wyszpiegować u nas jak remonty idą. Idą dobrze, i efekt końcowy by się mu spodobał – na 100% :)

Kochani, wesołych świąt. Rodzinnych, ciepłych i mokrego śmingusa co by tego szczęścia na resztę roku nie zabrakło. Trzymajcie się tak mocno jak ja ! bo ja staram się robić to z całych sił :)

P.

ulga.

to znowu ten dzień kiedy nie mam sił się denerwować, nie bronię się bo nie potrafię. Rytm który zaburzyłam nadawał mojemu codziennemu życiu pędu. Chyba. Jedno wiem na 100%… naszły mnie ogromne wątpliwości co do decyzji podjętych przeze mnie kilka miesięcy temu. Nie wiem czy były dobrą inwestycją. Znowu wracam myślami do czasów które okazały się najwspanialszymi i sama siebie zabijam. Kawałek po kawałku. Tęsknię za wieloma rzeczami, wieloma zdaniami które wypowiedziane były z głębi i nawet największy kłamca nie byłby w stanie tak na poczekaniu ich wymyślić. Były słowami intuicyjnymi i przede wszystkim spontanicznymi a nie przepisanymi z książki. Nie oszukujmy się… ale tylko jedna osoba potrafiła tak zaczarować mnie słowami, tak zaimponować, i sprawić że poczucie bezpieczeństwa miałam zawsze i wszędzie. Nawet wtedy gdy nie mogłam tego swojego „bezpieczeństwa” zamknąć w ramionach. Jestem przygnębiona, ale nie zła. Myślę równocześnie czy kiedykolwiek jeszcze przy kimś się tak poczuję. Czy kiedykolwiek wróci mi poczucie niezawisłego i stałego poczucia bezpieczeństwa.

Od dzisiaj wprowadzam jedną istotną zmianę która będzie stanowiła dla mnie ogromne ułatwienie. Z tego powodu czuję ulgę. Ale nie czuję ulgi z powodu dla którego tak się stało.

Tatko… wróć do nas… nie masz pojęcia jak mocno mi się wszystko plącze, nie potrafię tego supła rozgryźć. Mam nadzieję, że gdybyś był to podszedłbyś i z łatwością się z nim rozprawił. Tak samo jak robiłeś to z moimi sznurówkami które zaciskałam na siłę a później nie mogłam zdjąć przez nie butów. Nie ma Cię z nami od roku i ośmiu miesięcy, ale ciągle myślę o Tobie tak samo gorliwie. Tyle tylko się zmieniło, że nie mam czasu na to by Cię odwiedzać tak często jak bym chciała. Strasznie mi z tego powodu wstyd, wierzę głęboko że Ty odwiedzasz mnie częściej, że nawet jak Cię nie czuję… to jesteś. Ostatnio przyniosłam Ci świeże kwiaty, podobały Ci się ?

doceniajcie to, co macie.
P.