często mam poczucie, że pomimo tego że nie jestem sama to jestem samotna. Ten stan utrzymuje się od kilku miesięcy, cyklicznie we mnie uderza mocniej. To jak boląca głowa. Czujesz ćmienie ale co jakiś czas mocniejsze tąpnięcie. To właśnie czuję dzisiaj. Dzisiaj jest mocniejsze tąpnięcie. Nie mam na myśli rzecz jasna bólu głowy, ale poczucie osamotnienia. Przyjaciele, znajomi, znajome twarze wszyscy Ci o mniejszym lub większym stopniu zżycia przewijają się w dniu codziennym ale brakuje mi tych dla których mogłabym ukraść niebo z gwiazdami. Nawet jeśli musiałabym za to odpokutować. Brakuje mi ich. Samotność – mdłe pobolewanie z którym da się żyć i to całkiem przyzwoicie. Z osamotnieniem, w moim przypadku równolegle czuję odrzucenie i właśnie to chyba bardziej mnie przytłacza. Czuję od osób które niegdyś były mi bliskie wyraźnie niechęć. Niestety… życie nie jest jest kolorowe, a każdego z tych kolorów wszyscy już zdążyliśmy zasmakować. Ja smakuję ostatnio kolorów z tej ciemniejszej palety, a mówi się często(przynajmniej ja) jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Ja większość z nich polubiłam a niektóre z nich z grymasem na twarzy w ciszy przełykam. Zastanawiam się wtedy czy tak powinno być, dlaczego nie mogę nic zmienić. Zastanawiam się czy czasami nie przesadzam, co jest bardzo możliwe. Jednak wiem, że skoro czuję się źle to po prostu niezaprzeczalnie mam ludzkie odruchy które są jak najbardziej naturalne. Każdy czuje radość, złość, smutek, rozczarowanie i inne emocje. Nie powinno się z nich tłumaczyć, bo to proste uczucia które definiują nas samych. Określają i podkreślają kim jesteśmy. Niektórzy o nich otwarcie mówią inni patrząc w oczy innym uśmiechają się i mówią „u mnie też wszystko ok”. Ja nie potrafię opowiedzieć się po żadnej ze stron. Złość wyrażam mocno i gwałtownie natomiast smutek i przygnębienie raczej spisuję tutaj. W sumie, nie raczej… ale tylko tutaj. Czuję ulgę, nawet pomimo tego że może nikt tego nie czyta. Nie wiem skąd ta ulga, nie potrafię wyjaśnić jej pochodzenia, ani tego, jakim sposobem to miejsce wpływa na mnie tak kojąco. Lubię mówić do siebie za pomocą tych liter. Wiele było sytuacji kiedy pisząc kolejną notatkę na blogu docierały do mnie najprostsze rzeczy. Kiedy w ramach podsumowania, w ramach ew. poprawek czytałam swój wpis przed zamieszczeniem i dopatrywałam się rozwiązań, swoich błędów, błędów innych. Spisuję tu czasami straszny haos. Często sama nie wiem co autor miał na myśli.

Bądźcie dla siebie dobrzy.
ciocia P.
Peace&Love.