ostatnio łatwo jest mnie wyprowadzić z równowagi. Najlepiej o tym wie mama… jestem naładowana i ciągle roztrzęsiona. Wstaję rano do pracy, dostaję tam po tyłku, po drodze martwię się czy wszystko dopilnowałam i wracając do domu mam chwilę na relaks bo w domu mam kolejną bombę którą funduje mi mama. Każde słowo działa na mnie jak płachta na byka. Nie mam chwili pobyć samej ze sobą… takiej jak kiedyś. Potrzebuję takiego całego dnia na spędzenie go na zupełnym leniuchowaniu sam na sam. Chwili wytchnienia w zupełnym bezruchu. Tempo w jakim przyswajam informacje w pracy przypomina kolejkę górską, wsiadałam do niej zupełnie świadomie dlatego czuję na sobie odpowiedzialność doskoczenia do każdej poprzeczki. Nie oszukujmy się, bo sprawia mi to poniekąd ogromną frajdę, ale tempo czasami jest za duże. Boję się że coś przeoczę i dzięki temu umoczę tyłek, a tego nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Albo sama siebie wrzucam na pełne obroty, albo robią to moi przełożeni, dużo pytam, dużo dzwonię i piszę. Produkuję dokumenty które niebawem będę sygnować swoim imieniem. Przestało już to być zwykłym stażem kiedy to wiedziałam że nie spoczywa na mnie żadna odpowiedzialność, teraz zmieniła się sytuacja… odpowiedzialność pełna spada na mnie. Za moje błędy odpowiadam sama. Często mam wrażenie, że za dużo sama od siebie wymagam, że oczekuję od siebie nawet więcej niż moi przełożeni. Nie wiem czy to zaleta, czy wada. To zależy od punktu widzenia, ale przez to narasta we mnie frustracja która mi i mojemu otoczeniu szkodzi. Cóż… czy to już dorosłość ?

od 7 dnia czerwca jestem już kobietą swojego mężczyzny… cieszę się, ale podchodzę do tego z dystansem. Chyba ze strachu. Ciężko mi jest uwierzyć w jakiekolwiek słowo które z siebie wypluwa w moim kierunku… nie mówię że jest nie szczere. Bo widzę że szczerość to jego ogromna zaleta. Ja po prostu uczę się na błędach.

trzymajcie kciuki.
Peace&Love
P.
905211a3b92444eca86353392d294649