Nieustannie czuję, że to co robię jest złe. Zaniedbuję mamę, zaniedbuję rozmowy z nią i nie spędzamy już razem czasu. Strasznie mi jest głupio a najlepsze w tym wszystkim jest to, że pomimo wstydu przed samą sobą nie zmieniam nic. Ciągnę to dalej. Chcę zmienić swoje podejście, chciałabym żeby ona była szczęśliwa a sama robię jej największą krzywdę. Uciekam z domu wiecznie jestem w biegu i wiecznie nasze rozmowy to sucha wymiana informacji. Z jednej strony myślę że powinna mnie zrozumieć, sama taka była, ale z drugiej przykro mi jest że sama w tym domu siedzi… ja nie zniosłabym tego na dłuższą metę. Zmienię się i zacznę poświęcać jej więcej czasu- tak sobie powtarzam, ale niestety rezultat jest kiepski. Za mało mam czasu… za dużo chcę zrobić. Chcę widzieć uśmiech na jej twarzy a nie ciągle przygnębienie bo znowu wychodzę i wracam jak ona śpi. Matkę ma się jedną… i dbanie o jej zdrowie to nie tylko lekarze, to wsparcie i rozmowa. Zawsze mogę na nią liczyć i ona na mnie też – mam nadzieję że ma tego świadomość. Życie jest pokręcone, ale myślę że te priorytety zaczynam już sobie systematycznie układać w głowie. Jestem złą córką… jestem córką do dupy i czas to naprawić… czas najwyższy. Nie chcę płakać nad rozlanym mlekiem. Dość się już nad nim napłakałam przez ten poprzedni rok.

Mamo – wybacz mi, że przedkładam nad Ciebie jakieś głupoty. Nie są tego warte. Przepraszam za to że jesteś przeze mnie przygnębiona, postaram się to zmienić. Wybacz mi proszę, bo nie zniosę tego że przeze mnie byłaś ostatnimi czasy smutna i nie raz płakałaś. Jestem beznadziejna i możesz mi to powiedzieć, nie będzie w tym grama kłamstwa.

Znowu muszę wrócić do pierwszego wpisu w 2015 roku.