no cześć, mamy kwiecień, wiosna. Słońce czasami nas zachwyci ale częściej deszcz i śnieg w przeplatance. Wczoraj dzień intensywny najpierw praca później szybki powrót do domu, rozpalenie w piecu, ogarnięcie burdelu po śniadaniu i pieczenie ciast na święta. Równolegle sernik z mazurkiem :) dzisiaj kolej na ogarnięcie domu. Lubię święta Wielkanocne, zdecydowanie bardziej niż Boże Narodzenie. Wszystko budzi się do życia, świat łapie głęboki oddech zrzuca z siebie grube prochowce i zdmuchuje z dłoni grubą warstwę kurzu. O poranku budzi nas za oknem słońce i zapach koszonej trawy, a wieczorami do snu układa nas rozświetlony ciepły księżyc i zapach grilla. Dlatego lubię ten czas…. widać że ludzie żyją, zaczynają się uśmiechać, rozmawiać, żartować. Przestają twarze zasłaniać im grube szaliki a oczy, kolorowe czapki. Zorientowałam się całkiem niedawno że za dwa miesiące będzie rok jak mój tato nie żyje… wczoraj byłam go odwiedzić, pomnik który mu postawiliśmy okazał się najpiękniejszym jaki widziałam do tej pory. Ktoś pomyśli – jak można mówić że coś co kojarzy się ze smutkiem i stratą jest pięknie. A można kochani, można… kiedy patrzę na niego to wiem że leży tam na dole mój tato. Należy się mu szacunek, bo był dobrym człowiekiem, który jak każdy często błądził. Ale był dobrym człowiekiem. To już będzie rok, a mam wrażenie że całkiem niedawno to wszystko się stało. Czas leczy rany, teraz to wiem… w momencie kiedy przeszłam te swoje ciężkie chwile mój próg tolerancji na inne problemiki wystrzelił w górę jak z procy. Przestałam się przejmować detalami które wcześniej podłamały by mnie niebagatelnie, a jeśli nie podłamały. Teraz przyjmuję takie spawy zobojętniała i szybko dokonuję selekcji na te ważne i gówniane. Gówniane spływają po mnie jak po kaczce a ważne staram się rozwiązać. Czas jest tu zdecydowanie sprzymierzeńcem, ale nie potrafi zamazać wszystkich przeżyć. Kiedy siedzę na fotelu na którym mój tata siedział kiedy czuł się najgorzej czuję mały ból w sercu, bo wiem że siedząc tu, jeszcze żył, chwilę później już nie. Kiedy widzę karetkę cała drętwieję… kiedy otwieram pudełko w którym jest jego zegarek przypominam sobie jak go zdejmował w przygotowaniu na wyjazd do szpitala. Wiem że trzymając go jeszcze żył. Czasami ktoś mnie o niego zapyta, albo o dziwo, po roku zapyta mnie jak ja się czuję bo tym wszystkim. Rozmawiam z nimi, bardziej z dystansem i bardziej świadomie, ale są tacy ludzie którzy nieświadomie jednym słowem potrafią rozbujać we mnie piekło. Oczy robią mi się szklane… a po minucie ściekają mi po policzku. Dowiaduję się o nim nowych rzeczy, albo po prostu słyszę z ust obcego człowieka słowa tak niesamowicie ciepłe, że serce mi rośnie a ja głęboko się wzruszam i najprościej na świecie beczę. Tak, po roku potrafię jeszcze opłakiwać tatę i potrafię za nim tęsknić… zaskakujące co ?

Nie da się tego wszystkiego zapomnieć, da się nauczyć z tym żyć.

Btw, wesołych !
P.