Archiwum dla Kwiecień, 2015

wyrzuty sumienia

Nieustannie czuję, że to co robię jest złe. Zaniedbuję mamę, zaniedbuję rozmowy z nią i nie spędzamy już razem czasu. Strasznie mi jest głupio a najlepsze w tym wszystkim jest to, że pomimo wstydu przed samą sobą nie zmieniam nic. Ciągnę to dalej. Chcę zmienić swoje podejście, chciałabym żeby ona była szczęśliwa a sama robię jej największą krzywdę. Uciekam z domu wiecznie jestem w biegu i wiecznie nasze rozmowy to sucha wymiana informacji. Z jednej strony myślę że powinna mnie zrozumieć, sama taka była, ale z drugiej przykro mi jest że sama w tym domu siedzi… ja nie zniosłabym tego na dłuższą metę. Zmienię się i zacznę poświęcać jej więcej czasu- tak sobie powtarzam, ale niestety rezultat jest kiepski. Za mało mam czasu… za dużo chcę zrobić. Chcę widzieć uśmiech na jej twarzy a nie ciągle przygnębienie bo znowu wychodzę i wracam jak ona śpi. Matkę ma się jedną… i dbanie o jej zdrowie to nie tylko lekarze, to wsparcie i rozmowa. Zawsze mogę na nią liczyć i ona na mnie też – mam nadzieję że ma tego świadomość. Życie jest pokręcone, ale myślę że te priorytety zaczynam już sobie systematycznie układać w głowie. Jestem złą córką… jestem córką do dupy i czas to naprawić… czas najwyższy. Nie chcę płakać nad rozlanym mlekiem. Dość się już nad nim napłakałam przez ten poprzedni rok.

Mamo – wybacz mi, że przedkładam nad Ciebie jakieś głupoty. Nie są tego warte. Przepraszam za to że jesteś przeze mnie przygnębiona, postaram się to zmienić. Wybacz mi proszę, bo nie zniosę tego że przeze mnie byłaś ostatnimi czasy smutna i nie raz płakałaś. Jestem beznadziejna i możesz mi to powiedzieć, nie będzie w tym grama kłamstwa.

Znowu muszę wrócić do pierwszego wpisu w 2015 roku.

przepraszam.

Zdaje się, jakby to było wczoraj, gdy widziałam Twoją twarz.
Gdybym tylko wiedziała to, co wiem dziś…
Tuliłabym Cię w swoich ramionach,
Sprawiłabym, żeby ból odszedł.
Dziękuję Ci za wszystko, co zrobiłeś,
Wybaczam wszystkie Twoje błędy.
Nie ma nic, czego bym nie zrobiła,
By znów usłyszeć Twój głos.
Czasami chcę do Ciebie zadzwonić
Ale wiem, że nie odpowiesz
Przepraszam, że Cię obwiniałam,
Za wszystko, czego nie potrafiłam zrobić.
Skrzywdziłam siebie, krzywdząc Ciebie.

Są dni, kiedy jestem w rozsypce, ale nie przyznam tego.
Czasami chcę się ukryć, bo za Tobą tęsknię,
I tak trudno jest powiedzieć żegnaj,

Powiedziałbyś mi, że się myliłam?
Pomógłbyś mi zrozumieć?
Czy patrzysz gdzieś na mnie z góry?
Jesteś dumny z tego, kim jestem?
Gdybym miała jeszcze choć jeden dzień,
Powiedziałabym Ci, jak bardzo za Tobą tęsknię,
Odkąd odszedłeś.

Przepraszam, że Cię obwiniałam,
Za wszystko, czego nie potrafiłam zrobić.
Skrzywdziłam siebie, krzywdząc Ciebie…
Przepraszam…

bo człowiek jest głupi.

Jestem głupia, bo z nudy odkopałam stare rozmowy z M, czytam je i pysk sam mi się uśmiecha. Przypominam sobie te wszystkie fajne chwile i sama siebie katuję. Dociera do mnie z każdą kolejną przeczytaną chmurką jaka to wspaniała osoba i dlaczego tak mocno go pokochałam. Wieeem… nie oglądaj się za siebie – ale przysięgam, znalazłam to wszystko przez pomyłkę i całkiem niespostrzeżenie zaczęłam czytać. Ocknęłam się i opanowałam dopiero wtedy, kiedy zobaczyłam jakiś plik. W środku było nasze zdjęcie. Jedyne wspólne zdjęcie.

„…uwielbiam Cię Pola i obawiam się że mi nie przejdzie…”
„…przeszkadza Ci frustracja z powodu tego ze chciałbym Cię teraz dopaść, zatulić, zagryźć na śmierć ale nie mogę ?…”

najwspanialszy rok, dziękuję – M.

Peace&LOVE P.

tumblr_n1595tn4BY1tqzq6po1_500

15:10

wczoraj obezwładnił mnie tak mocno strach o mamę, że odebrał mi oddech… pierwszy raz po śmierci taty poczułam realne zagrożenie tego że i ją stracę. Wiem… że tego nie uniknę, że wszyscy odchodzą – taka jest naturalna kolej rzeczy. Ale nie mieści mi się to w głowie, nie wyobrażam sobie teraz żyć w tym wielkim domu sama. Wybiegłam z domu, wsiadłam w samochód i ocknęłam się jakieś 10 km od domu z papierosem między palcami. Nie mogłam uspokoić oddechu ani dłoni. Ledwo mogłam trafić papierosem do ust. Paliłam go tak długo, aż się nie uspokoiłam. Skończyłam dopiero wtedy, kiedy mogłam zamknąć spokojnie oczy i ustać w jednym miejscu. Łzy udało mi się zatrzymać na swoim miejscu… żadnej nie pozwoliłam wydostać się na policzki. Poczułam to, co czułam jak umarł tata. Tak samo czułam się w domu, kiedy mama traciła oddech i robiła się coraz bardziej sina. Zastanawiam się skąd biorę siłę… skąd mam te opanowanie w sytuacjach podbramkowych. Nigdy już nie chcę tego uczucia bezsilności które doświadczyłam kiedy tata osunął mi się na ramiona. Tym razem udało mi się jej pomóc… tym razem się udało. Jestem silnym człowiekiem, wiem o tym… i nie chcę by cokolwiek mogło mnie podłamać, chce tych sytuacji unikać. Odpoczęłam i się uspokoiłam, a po powrocie do domu, znowu usłyszałam że jestem nieodpowiedzialna. Cóż… wszystko ma swoje blaski i cienie, a szczególnie relacja matka-córka.

Doceniajcie to co macie, bo nie wiecie kiedy nieoczekiwanie możecie to wszystko stracić. Dziękujcie za każdy dzień, nawet ten najgorszy… kiedy macie dość matki, ojca, rodzeństwa. Pomyślcie jak wielkimi są dla was ludźmi, kiedy w złości na usta będą się wam cisnęły okropne słowa. Otwórzcie oczy i zobaczcie jak wiele dla was robią i zobaczcie jak dużo im zawdzięczacie. Wykształcenie, bezpieczny dom, ciepły posiłek… niektórzy nawet tego nie mają. A My nawet nie wiemy jak to jest tego nie mieć, bo dla nas to element stały w życiu. Niestety okazuje się często, że aby mógł być stały trzeba włożyć w to wiele zachodu.

Ja proszę tylko o cierpliwość, której jak zawsze mi do mojej mamy brakuje.

Love
P.

kwiecień

no cześć, mamy kwiecień, wiosna. Słońce czasami nas zachwyci ale częściej deszcz i śnieg w przeplatance. Wczoraj dzień intensywny najpierw praca później szybki powrót do domu, rozpalenie w piecu, ogarnięcie burdelu po śniadaniu i pieczenie ciast na święta. Równolegle sernik z mazurkiem :) dzisiaj kolej na ogarnięcie domu. Lubię święta Wielkanocne, zdecydowanie bardziej niż Boże Narodzenie. Wszystko budzi się do życia, świat łapie głęboki oddech zrzuca z siebie grube prochowce i zdmuchuje z dłoni grubą warstwę kurzu. O poranku budzi nas za oknem słońce i zapach koszonej trawy, a wieczorami do snu układa nas rozświetlony ciepły księżyc i zapach grilla. Dlatego lubię ten czas…. widać że ludzie żyją, zaczynają się uśmiechać, rozmawiać, żartować. Przestają twarze zasłaniać im grube szaliki a oczy, kolorowe czapki. Zorientowałam się całkiem niedawno że za dwa miesiące będzie rok jak mój tato nie żyje… wczoraj byłam go odwiedzić, pomnik który mu postawiliśmy okazał się najpiękniejszym jaki widziałam do tej pory. Ktoś pomyśli – jak można mówić że coś co kojarzy się ze smutkiem i stratą jest pięknie. A można kochani, można… kiedy patrzę na niego to wiem że leży tam na dole mój tato. Należy się mu szacunek, bo był dobrym człowiekiem, który jak każdy często błądził. Ale był dobrym człowiekiem. To już będzie rok, a mam wrażenie że całkiem niedawno to wszystko się stało. Czas leczy rany, teraz to wiem… w momencie kiedy przeszłam te swoje ciężkie chwile mój próg tolerancji na inne problemiki wystrzelił w górę jak z procy. Przestałam się przejmować detalami które wcześniej podłamały by mnie niebagatelnie, a jeśli nie podłamały. Teraz przyjmuję takie spawy zobojętniała i szybko dokonuję selekcji na te ważne i gówniane. Gówniane spływają po mnie jak po kaczce a ważne staram się rozwiązać. Czas jest tu zdecydowanie sprzymierzeńcem, ale nie potrafi zamazać wszystkich przeżyć. Kiedy siedzę na fotelu na którym mój tata siedział kiedy czuł się najgorzej czuję mały ból w sercu, bo wiem że siedząc tu, jeszcze żył, chwilę później już nie. Kiedy widzę karetkę cała drętwieję… kiedy otwieram pudełko w którym jest jego zegarek przypominam sobie jak go zdejmował w przygotowaniu na wyjazd do szpitala. Wiem że trzymając go jeszcze żył. Czasami ktoś mnie o niego zapyta, albo o dziwo, po roku zapyta mnie jak ja się czuję bo tym wszystkim. Rozmawiam z nimi, bardziej z dystansem i bardziej świadomie, ale są tacy ludzie którzy nieświadomie jednym słowem potrafią rozbujać we mnie piekło. Oczy robią mi się szklane… a po minucie ściekają mi po policzku. Dowiaduję się o nim nowych rzeczy, albo po prostu słyszę z ust obcego człowieka słowa tak niesamowicie ciepłe, że serce mi rośnie a ja głęboko się wzruszam i najprościej na świecie beczę. Tak, po roku potrafię jeszcze opłakiwać tatę i potrafię za nim tęsknić… zaskakujące co ?

Nie da się tego wszystkiego zapomnieć, da się nauczyć z tym żyć.

Btw, wesołych !
P.