Wiecie co to CZOPUCH ? a no ja nie wiedziałam dopóki nie zaczęło od niego zależeć prawidłowe funkcjonowanie mojego domu. To taka magiczna część pieca CO, w której zbierają się wszelkie śmieci pozostałe po spalaniu. Dzisiaj od rana mieliśmy problem z dogadaniem się. Od początku zimy uczę się zasad funkcjonowania centralnego ogrzewania, obiegu wody po domu, przeznaczenia każdej rurki i słuchana pieca. Tak… może to śmieszne, ale u mnie zawsze takimi rzeczami zajmował się tatko, który twierdził że to jego robota i nigdy nie chciał mnie instruować. Dzień rozpoczęłam nerwowo… i pracowicie. Najpierw godzinna wojna z piecem, myślenie co mu dolega i dlaczego robi mi na złość. Wniosek jeden wycieczka na dach jest konieczna. Okazało się, na szczęście, że to tylko niedrożny komin który raz dwa został udrożniony. W piwnicy czarna rozpacz… pełno dymu, sadzy i syfu. Po otwarciu czopucha miałam wyrzuty sumienia, że tak długo z tym zwlekałam i szybko okazało się, że mam za swoje. Moje zaniedbanie doprowadziło do tego, że mój piec się na mnie obraził – i słusznie zresztą, też bym się na siebie wkurzyła. Wydostało się z niego osiem kilku litrowych wiader sadzy… poza tym, wcześniej jeszcze 4 z innych miejsc przy piecu. Pamiętaj ! zasada jeden – czyść komin i dbaj o czopuch. Tak długo coś go bolało, aż wreszcie stwierdził, że pierdo#i i nie współpracuje dopóki kilku spraw wspólnie nie załatwimy. Kiedy już po półtorej godziny do moich uszu dotarła melodia którą piec mi zagrał doznałam nieopisanego szczęścia. PALI SIĘ !! wreszcie. Jest ciepło na grzejnikach a piec śpiewa tak ślicznie, że aż serce rośnie. Później… wycieczka do mojego mechanika który zaoferował opiekę nad moją dziewczynką. Tu z kolei, okazało się że termostat wiele zmienił a nowe tarcze też zdecydowanie wpłynęły na komfort jazdy. Cieszyłam się początkowo kiedy dowiedziałam się, że rozrząd jest na łańcuszku a nie na pasku, niestety, radość nie trwała długo. Nie chce pisać co się dzieje, bo najprościej na świecie nie chcę zapeszać. Za tydzień się okaże. Poza tym co ? a nic… sesja przeleciała a ja niebłagalnie się starzeje. Życie to najlepszy nauczyciel. Z każdym dniem uczę się czegoś nowego, a moje doświadczenia są coraz to bogatsze. Czuję dumę kiedy widzę, że z każdą sprawą potrafię poradzić sobie sama, a moja wytrzymałość zmienia się i krzepnie. Konsekwentne dostaję lekcje od życia i każdą z nich zaliczam nadzwyczaj dobrze. Staję się świadomą Panią swojego życia i domu, niezależnie od otoczenia chcę te doświadczenia budować i modyfikować.
jestem fajterem i czuję się jak fajter. Jak małe dziecko w sklepie z cukierkami… każdego chcę posmakować. Tego słodkiego w ładnym pazłotku, tego gorzkiego w papierowej torebce ozdobionej najpiękniej ze wszystkich i rozczarowująco kwaśnego który jest zapakowany w tekturowe pudełko i stoi na samym przodzie. I ludzie i wyzwania to takie cukierki które dostajemy co dnia.

A nierozerwalną częścią życia są rozczarowania zawody i kopniaki. Sęk w tym, żeby nauczyć się je z godnością przyjmować.

tatko, coraz lepiej sobie radzę… widzisz ? odwiedź mnie… czekam na Ciebie od wielu dni. Dlaczego nie przychodzisz ?

DSCN0160
Idę zapalić. Miłego popołudnia i smacznej kawy :)