Archiwum dla Styczeń, 2015

Wiecie co to CZOPUCH ? a no ja nie wiedziałam dopóki nie zaczęło od niego zależeć prawidłowe funkcjonowanie mojego domu. To taka magiczna część pieca CO, w której zbierają się wszelkie śmieci pozostałe po spalaniu. Dzisiaj od rana mieliśmy problem z dogadaniem się. Od początku zimy uczę się zasad funkcjonowania centralnego ogrzewania, obiegu wody po domu, przeznaczenia każdej rurki i słuchana pieca. Tak… może to śmieszne, ale u mnie zawsze takimi rzeczami zajmował się tatko, który twierdził że to jego robota i nigdy nie chciał mnie instruować. Dzień rozpoczęłam nerwowo… i pracowicie. Najpierw godzinna wojna z piecem, myślenie co mu dolega i dlaczego robi mi na złość. Wniosek jeden wycieczka na dach jest konieczna. Okazało się, na szczęście, że to tylko niedrożny komin który raz dwa został udrożniony. W piwnicy czarna rozpacz… pełno dymu, sadzy i syfu. Po otwarciu czopucha miałam wyrzuty sumienia, że tak długo z tym zwlekałam i szybko okazało się, że mam za swoje. Moje zaniedbanie doprowadziło do tego, że mój piec się na mnie obraził – i słusznie zresztą, też bym się na siebie wkurzyła. Wydostało się z niego osiem kilku litrowych wiader sadzy… poza tym, wcześniej jeszcze 4 z innych miejsc przy piecu. Pamiętaj ! zasada jeden – czyść komin i dbaj o czopuch. Tak długo coś go bolało, aż wreszcie stwierdził, że pierdo#i i nie współpracuje dopóki kilku spraw wspólnie nie załatwimy. Kiedy już po półtorej godziny do moich uszu dotarła melodia którą piec mi zagrał doznałam nieopisanego szczęścia. PALI SIĘ !! wreszcie. Jest ciepło na grzejnikach a piec śpiewa tak ślicznie, że aż serce rośnie. Później… wycieczka do mojego mechanika który zaoferował opiekę nad moją dziewczynką. Tu z kolei, okazało się że termostat wiele zmienił a nowe tarcze też zdecydowanie wpłynęły na komfort jazdy. Cieszyłam się początkowo kiedy dowiedziałam się, że rozrząd jest na łańcuszku a nie na pasku, niestety, radość nie trwała długo. Nie chce pisać co się dzieje, bo najprościej na świecie nie chcę zapeszać. Za tydzień się okaże. Poza tym co ? a nic… sesja przeleciała a ja niebłagalnie się starzeje. Życie to najlepszy nauczyciel. Z każdym dniem uczę się czegoś nowego, a moje doświadczenia są coraz to bogatsze. Czuję dumę kiedy widzę, że z każdą sprawą potrafię poradzić sobie sama, a moja wytrzymałość zmienia się i krzepnie. Konsekwentne dostaję lekcje od życia i każdą z nich zaliczam nadzwyczaj dobrze. Staję się świadomą Panią swojego życia i domu, niezależnie od otoczenia chcę te doświadczenia budować i modyfikować.
jestem fajterem i czuję się jak fajter. Jak małe dziecko w sklepie z cukierkami… każdego chcę posmakować. Tego słodkiego w ładnym pazłotku, tego gorzkiego w papierowej torebce ozdobionej najpiękniej ze wszystkich i rozczarowująco kwaśnego który jest zapakowany w tekturowe pudełko i stoi na samym przodzie. I ludzie i wyzwania to takie cukierki które dostajemy co dnia.

A nierozerwalną częścią życia są rozczarowania zawody i kopniaki. Sęk w tym, żeby nauczyć się je z godnością przyjmować.

tatko, coraz lepiej sobie radzę… widzisz ? odwiedź mnie… czekam na Ciebie od wielu dni. Dlaczego nie przychodzisz ?

DSCN0160
Idę zapalić. Miłego popołudnia i smacznej kawy :)

sobota siedemnastego

Wewnętrznie czuję radość, ale czuję też wewnętrzne napięcie, taką iskierkę złości która prędzej czy później przerodzi się we wściekłość. Wiem to, bo znam to na wylot. Znam siebie na wylot. Z czego wynika złość ? z tego że nie mam cierpliwości o którą nieustannie walczę. Nie mam cierpliwości do ludzi i nie mam cierpliwości do siebie. Chcę wszystko szybko realizować… tyczy się to również planu na 2015 rok. Zapominam się że to plan na czas nieokreślony a spinam się jak bycze jaja. Wiem również, że plany w które zaangażowani są ludzie nigdy nie będą realizowane od tak. Na to trzeba o wiele więcej czasu i cierpliwości, o której już wyżej wspominałam. Wierzę że posprzątam, posprzątam i będę czuła się z tym rewelacyjnie… bo tak chcę! Bo jest mi teraz tak dobrze.

Pierwszy wpis tego roku, na tym „blogu”, jest dla mnie kamieniem milowym. Nie wiem czy ktoś obcy to czyta… ale on chyba miałby najlepszą perspektywę do oceny moich zmian. Mógłby trzeźwym okiem patrzeć na te wpisy i przekazać mi konkretną informację, a nie bzdurny i kłamliwy bełkot.

Samopoczucie – levelUp.

53144

Hej, cześć.
tak, nadal czuje się jak gówno, chociaż wczoraj(chyba dla zmyłki) czułam się świetnie, nic mnie nie bolało a to ostatnimi czasy niespotykane. Nie ćmi, nie kuje, nie rwie i nie uciska. Nic. Wczoraj był zdecydowanie dobry dzień. Zawsze w życiu unikałam leków, nawet tych przeciwbólowych. Przez całe moje życie nie przyjęłam tylu i tego rodzaju leków co przez ostatnie 2 miesiące. Każdy z nich jest szkodliwy, pomimo że teoretycznie pomaga. Dlaczego teoretycznie ? a no dlatego, że przyjmuję te pierdzielone pigułki a budzę się z bólem brzucha, który zlewa mnie potem i narzuca na sufit mroczki. Mama wracając do domu przeprasza, że pracuje i nie może tu być – ja się cieszę że nie musi tego co tu czasem się dzieje oglądać. Ostatnio na przykład przez minimum godzinę nieustannie bujałam się w chorobie sierocej i cicho wyłam bo ubzdurałam sobie, że pomaga mi to w uśnieżeniu bólu. Zasnęłam, nie wiem czy ze zmęczenia czy z tego że faktycznie ketonal zaczął działać. Niech zacznie wreszcie się coś dziać. Chociaż krok do przodu. To już nie chodzi co całą resztę, to chodzi o mój żołądeczek z którym mam problemy nie od wczoraj, myślałam że wszystko jest ok – nie jest. AŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

bycie miłym i uprzejmym to za mało.

rozwaliłam sobie żołądek antybiotykami, ketonalem forte i lekami przeciwzapalnymi. Czuje się jak gówno ale staram się funkcjonować jakoś w tej naszej rzeczywistości. Co się do cholery dzieje !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 jestem głupią dziewuchą która myśli tylko o uśnieżeniu bólu zapominając że niektóre leki mogą wyrządzić krzywdę.
masz za swoje…

Co sie do cholery ze mną dzieje !!!!!!!!!!

niech pisze się na szóstkę !

Więc w 2015 wjeżdżam nowym samochodem. Zmiana, punkt pierwszy odhaczamy. Cieszę się że stoi już w moim garażu… i cieszę się też, że bez błagań o spotkania, na moim podwórku spontanicznie pojawiła się całkiem pokaźna grupa ludzi żeby cieszyć się razem ze mną. Nie chodziło o oglądanie auta, tu chodziło o radość. Pomimo godziny 18:00, zupełnej ciemności na zewnątrz i braku światła w garażu po jego otwarciu usłyszeć takie krzyki zachwytu ? bezcenne :)
Pomyślałam – kurcze nie przyjechali oglądać, oni chcą cieszyć się razem ze mną.
Dzięki chłopaki !

Niech spisuje się na szóstkę. Witaj w domu moja dziewczynko.

czekolada 5 lat

czekolada ma już 5 lat. Ile w tym czasie się wydarzyło i ile tu jest zawarte emocji. Życie mknie tak szybko, że zapominamy albo przegapiamy wiele ważnych rzeczy. Cóż… tak chyba już będzie.

Nie lubię kiedy ktoś mi się narzuca i ja staram się nie narzucać. Moje życie się zmienia, a z nim moje priorytety. Cel nadrzędny na rok nadchodzący – nie wyrządzać niepotrzebnej krzywdy i sprawiać by ludzie w moim towarzystwie byli szczerze uśmiechnięci. Chcę zawiązać sobie opaskę na oczy i nie widzieć tego czego wolałabym nie oglądać. Chcę się cieszyć i być spełnionym człowiekiem na każdej płaszczyźnie. Chcę być pewna, jeszcze bardziej sumienna, silniejsza i wytrwalsza. Chcę szczebel po szczeblu osiągać swoje małe cele i pamiętać że każda porażka jest nawozem sukcesu. Nie chcę musieć na kimś polegać i być od kogoś zależna. Trzymać w garści ten swój zielony kamyk i go nie wypuszczać. Oczekuję od tego nadchodzącego roku zmian, dużych i silnych. Nie chce pomocy, współczucia ani uczucia, że gdyby nie ktoś inny nie dałabym rady. Stąpanie pewnym krokiem po tym naszym piekle jest dla mnie ważne i postaram się do tego doprowadzić. Mam nadzieję że ostygnę z tych swoim złych i dobrych emocji które czasami zbyt wylewnie okazuję. Znajdę swoją spokojną przystań i w niej zacumuję swój statek. Biernie, z dystansem i przytomnie chcę podchodzić do ludzi, ponieważ zauważam że jedynie to jest w stanie zapobiec zawodowi i rozpadowi. Koniec z udawaniem przed samą sobą i innymi że nadmuchane balony które sami napędzamy są cokolwiek warte. Koniec z wymuszoną sympatią miłością i walką z wiatrakami. Pielęgnowanie rodziny, przyjaźni i wewnętrznego piękna. Tak jak napisałam na początku, koniec z narzucaniem i proszeniem o chwilę spotkania, koniec z wymuszaniem deklaracji i wielkich słów. Niech życie trwa a to ono najlepiej nas wszystkich przesegreguje. Chociaż szczerze mówiąc sama już to zrobiłam… tak… zaszufladkowałam ludzi. SZ1 – rodzina, SZ2 – prawdziwie czysta przyjaźń, SZ3- ludzie pogubieni, SZ4 – o kant dupy rozbite „przyjaźnie” SZ5 – znajome twarze i SZ6 – skończone kurwy. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie że szufladkuję, każdy z nas to robi, ale żaden nie ma odwagi przed samym sobą się do tego przyznać. Dlaczego ? bo z definicji to złe. Ale co z tego… aha ! pewnie to, że musimy poudawać że jesteśmy wspaniałymi ludźmi bez skazy i pograć swoje małe dobrotliwe role które są nasączone wyrachowaniem i kalkulacją. Nie chcę udawać że czyiś los obchodzi mnie więcej niż mój własny. Człowieku ! jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. Wystarczy już rżnięcia spowiednika – koniec. Nie obchodzi mnie Twój problem nie interesują mnie Twoje rozterki. Mdli mnie na samą myśl że sama kiedyś taka byłam, że grałam przed wszystkimi. Teraz koniec. Samo to postanowienie jest już dla mnie ulgą a perspektywa nastraja mnie jeszcze lepiej. Chcę być szczera i mówić to co zawsze chciałam powiedzieć, nie będę łgać tylko zawsze grać w otwarte karty… z każdą szufladką. Mówienie prawdy innym i wyznawanie jej samej sobie nie jest niczym złym, jest dobrą i budującą krzywdą która w późniejszych chwilach okazuję się świetną lekcją. Takie lekcje ja dostałam całkiem niedawno, szereg, jedna po drugiej. Bolesne… ale pomogły wiele zrozumieć i doprowadziły do takich właśnie wywodów. Jasne jest, że jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy ale recydywa jest nie do zaakceptowania. Swój czas chcę poświęcić tym którzy pomimo burz i ciemnych jak smoła chmur stali przy moim boku. Wasze rozterki i problemy zawsze będą dla mnie ważne i zawsze otworzę swoje ogromne ramiona byście mogli się w nich ogrzać. Bo w życiu liczycie się tylko WY. Moje dwie małe kochane szufladki, najmniejsze ale najpiękniejsze. Poza tym ? jakie cele ? hmm, takie bardziej banalne – mniej wulgaryzmu, mniej kilogramów i skuteczniejsze gonienie tego królika który ma naładowany worek karteczkami z podobieństwem Zygmunta I Starego.
Takie życie kochani, hajs musi się zgadzać poza tym – to pierwszy krok do samospełnienia i niezależności.

Ja życzę wam, by ten nasz już dwa tysiące piętnasty rok obfitował w same dobre chwile, samych wspaniałych ludzi, i radości ze spełnienia każdego marzenia. Oby jak najmniej było smutków złości i zawodów. A cała reszta jakoś poleci.

Dzięki za ten rok.
Peace&Love P.

1329783523749_2480181