Witajcie wszyscy Ci, którzy czytają go regularnie i Ci którzy wpadają tu od wielkiego dzwonu. Tegoroczne święte mogłyby być gorsze, to jasne, ale były dosyć poplątane. Nie dość że chciałam je przespać bo to pierwsza wigilia bez taty, to na dodatek tuż przed kolacją wylądowałam na SOR. Tak tak, na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Z jakiego powodu ? hm, niosłam ostatni posiłek na stół Wigilijny i spadła na mnie potłuczona szyba z drzwi. Splot niekorzystnych zdarzeń w których brał udział mój szwagier i ja. Szyba się potłukła i spadła prosto ma moją lewą nogę. Ścięła mi trochę uda. Krew, panika, krzyk, samochód, SOR, miły doktor, miłe pielęgniarki, odkażenie, znieczulenie i szwy kosmetyczne. Krawiec który zajmował się moją nogą był niezwykle przyjemnym człowiekiem, który po wyczuciu mojego poczucia humoru pociągnął świetne dialogi dla rozluźnienia atmosfery. Gość ewidentnie czuje bluesa. W ten oto sposób, wróciłam do domu już nie z dziurą w udzie, ale z kreseczką na udzie.

Cholerne święta, nie dość że beznadziejne to na dodatek jeszcze będę miała po nich bliznę która o nich będzie mi przypominać. Fuck!