Pamiętam jak sama pisałam – pomagajcie a pomoc uzyskajcie, bądźcie dobrymi ludźmi a takich będziecie spotykać na swojej drodze. Koszmarna obłuda. Jestem wobec siebie za mało sroga. Nie dyscyplinuję swoich zachowań i reakcji. Radość z czyjejś porażki nie powinna w ogóle figurować w moim sercu. Wstyd mi, wstyd mi przed sobą i wami. Konsekwentnie muszę analizować swoje wpisy i zaobserwować jak wiele w nich jest prawdy, prawdy którą powinnam się kierować. Cieszę się przynajmniej, że w czas się zorientowałam i mogę skorygować siebie. Za bardzo sobie popuszczam.

Wiem jak to załatwię, wiem kiedy, i wiem jak nie chcę tego rozwiązywać. To już progres… to już krok do przodu. Poczekam aż znowu do mnie przyjedziesz albo nie wytrzymam i sama pojadę do Ciebie. Będę miała wtedy okazję zajrzeć Ci w oczy, nie tylko usłyszeć Cię przez telefon. Wiem że one wyrażą wszystko to czego nie chciałbyś powiedzieć i wiem że dowiem się z nich wszystkiego tego, czego powinnam. Niekoniecznie tego co chciałabym. Bo albo będziesz ukrywał przede mną to że czujesz to samo, albo nie będziesz chciał sprawić mi przykrości i swoje słowa wykastrujesz. No trudno. Trzeba umieć ze sceny zejść niepokonanym i z podniesioną głową. Mogłabym te najprostsze pytania zadać już dawno, ale boję się… boję się tego, że usłyszę to czego nie chcę.
Chcę o to pytać, ale wiem, że jeśli stanę w ogniu Twoich pytań zmiażdżysz mnie w pył po czym skwitujesz wszystko – „No… i jak to wszystko sobie teraz wyobrażasz ?” a ja powiem ZNOWU – „musisz poczekać” poczekać aż się obronię, poczekać aż wszystko tu sobie ułożę, poczekać poczekać, poczekać… Samą siebie zabiłabym śmiechem.

Jaki będzie efekt ? taki że będzie lepiej, lepiej bo bardziej świadomie. Będzie pewniej i jaśniej. Ciężej na początku, ale jaśniej. Lepiej pokonywać przeszkody z jasnym umysłem. Serce to kawałek mięcha, to tylko kawałek mięcha.