Archiwum dla Październik, 2014

1 listopada

kk2

 

Jak rok temu, w listopadzie, stałam przy pomnikach moich bliskich i obchodziłam ten dzień z nimi w szczególny sposób. Nie myślałam, nawet przez chwilę, że kolejny będę obchodzić przy miejscu pochówku mojego taty. Nie zgadzam się na to i nie chce takiego życia. Takiego życia w pustce której nijak nie można wypełnić. Twoje święto, tato, było zawsze dwudziestego pierwszego marca – nie pierwszego listopada. Każdemu z nas go brakuje i pytanie „Brakuje Ci taty?” są najdelikatniejszym wydaniem impertynencji.

W momencie kiedy nas opuściłeś i poszedłeś w swoją stronę zostawiłeś dziurę w naszych sercach. To strasznie miłe, kiedy przyjeżdżają przedstawiciele handlowi i przywożą znicze z prośbą „Postawcie proszę od nas Panu Edziowi światełko”, ale tak nie powinno być… powinno być tak jak wcześniej, że przynosili kartę z życzeniami na urodziny. Że piekarnia dawała tort… TORT a nie znicz ! To jakiś cholerny koszmar. Tato, spokój Twojej duszy. Tęsknię za Tobą nadal. Nadal do mnie wraca ten 5 czerwca, zastanawiam się kiedy przestanie. Nie ma dnia kiedy bym o Tobie nie pomyślała. Przepraszam.

cholerny 1 listopad.

 

Co u mnie poza tym co wyżej ? w sumie, nic szczególnego. Po prostu życie. Radości, smutki, rozczarowania, zawody, duma. Każde z uczuć po troszku. Muszę nauczyć się słuchać rad ludzi, który są najbardziej obiektywni i nie kierują się emocją albo utartym w głowie wizerunkiem drugiego człowieka. Czas też nabrać dystansu o który ciągle prosi mnie mama. Dystansu do rzeczy które są jednym wielkim gównem. Najlepiej dać sobie spokój i nie pakować się tam na poważnie. Pierdoły, niech zostaną pierdołami. Nie nadmuchujmy ich do rozmiarów kolosów bo nawet na to nie zasługują.

Zero bezwzględne i dno totalne.

 

Z byłą dziewczyną jest jak ze zgubionymi dziesięcioma złotymi. Niby szkoda… ale w sumie… chuj z tym.

 

Mam dosyć już marnowania energii na bzdety bez znaczenia
Zbyt wiele rzeczy nie daje mi nic
A tylko coś ze mnie zabiera”

 

Peace. P

Odkurzone, przeproszone :)

Zawsze się mówi – nie zrozumie Cię tak dobrze ten, kto nie przeszedł tego co Ty. To prawda. Najlepiej zrozumie Cię ta osoba, która doświadczyła tych samych rzeczy i przeszła przez to samo piekło co Ty. To ona wie, jak się zachować co powiedzieć a czego nie mówić.

Pomimo, że byłam rozczarowana że po śmierci taty nawet nie zadzwoniłaś, ani jednej wiadomości nie napisałaś to musiałam jechać i z Tobą porozmawiać. Dało mi to ulgę, niesamowitą ulgę ! dziękuję Ci za to. Wiem że między mną a Tobą były lepsze i gorsze chwile… że te gorsze były intensywne, ale wczoraj wydarzyło się coś niesamowitego…  domyślam się, że oni siedzą teraz na chmurce i knują razem. Wszystko to co było do tej pory, stało się malutkie wszystkie wydarzenia niedomówienia spojrzenia rzucone na wyrost słowa okazały się tak mało znaczące że w zasadzie zniknęły.

 

Dziękuję ślicznie za te kilka godzin. Czułam że mi pomogą, nie myliłam się.

gg

Bo masz tę cechę której teraz potrzebuję, dziękuję. Masz ten typ charakteru który mi teraz daje poczucie spokoju i bezpieczeństwa, dziękuję.

 

Niech to trwa i nigdy się nie kończy :)

tak jest dobrze, nie zmieniaj nic.

6 miesięcy- 4 lata

10312674_944375018923881_153674685318677338_ndzisiaj czuję się słabo. To nawet już nie jest złe samopoczucie, to po prostu słabe samopoczucie. Takie uczucie, że jest się poza ciałem, że ciało swoje a duch swoje.

U lekarza byłam. Co powiedział ? „Nie mogę Pani nic na razie powiedzieć, zobaczymy jak będą wyglądać wyniki” po czym wręczył mi długą listę z multum zakreślonych okienek. Tłumaczyła mi co jest od czego, ale po co. Nawet nie mam kiedy iść tego załatwić. Oprócz magicznej listy wręczyła mi receptę. Pytam, bo przecież skoro są tabletki to musi być diagnoza – co to ? odpowiedź „tabletki sprawdzające” aha.

 

i tak chrupię sobie te tableteczki, i jest spoko. Bo Pani kazała.

P.S. By móc pomagać, i być po śmierci. Będę spokojna jeśli będzie chociażby nadzieja, że dzięki moim narządom ktoś dostanie nowe życie. Nie bądźcie obojętni.

Przyznam się wam do czegoś.

W poniedziałek zaczynam walkę z tym co mnie męczy, rozpoczynam walkę z samą sobą… po przemowie mamy, po jej psychologicznym podejściu do mnie i wyjaśnieniu mi kilku spraw obiecałam sobie i jej, że zacznę o siebie dbać. Ale najpierw zabiorę się za to co się dzieje ze mną teraz. Czuję się kiepsko… nie jestem w formie i moje „nie jestem w formie” utrzymuje się od dłuższego czasu. Czas zgłosić się z tym do lekarza, bo mam wrażenie że żarty się skończyły. Jeśli nie umiem już tego ukryć, to znaczy że musi być źle. Jeśli mama pyta „dziecko, co Ci jest?” to znaczy że nie ma już drogi powrotnej. Nie mogę się już wrócić i wmawiać sobie, że to przejściowe. Bo to nie jest przejściowe doskonale o tym wiem. Żeby się tylko utrzymywało byłoby jeszcze ok, ale się pogłębia… i wymyka mi się to z pod kontroli. Wcześniej znałam swój organizm… znałam jego zagrania. Wiedziałam że coś mnie pobolewa nie bez przyczyny i wiedziałam że to wynika z mojego chwilowego zaniedbania. Ale teraz ? nie rozumiem go w ogóle. Nie gramy w jednej drużynie, a powinno być odwrotnie. Musimy na nowo się zgrać, zacząć wszystko od początku. Ale sami nie damy radę. Ktoś musi nam w tym pomóc i to jak najprędzej, bo zaczyna się etap kiedy to ja sama o siebie zaczynam się już bać. Pierwszy raz w swoim krótkim życiu zaczynają przechodzić mi przez głowę głupie myśli, które od dwóch miesięcy staram się przegonić, albo zamieść pod dywan. Tak, boję się. Ktoś by powiedział że późno… też tak myślę – trochę za późno.

W poniedziałek jest dzień dla nas. Jest dzień kiedy musimy porozmawiać i ustalić kilka zasad. Ale przy pomocy mediatora, inaczej się już nie dogadamy. Jeśli zaczniemy grać w jednej drużynie będzie nam łatwiej. Mi będzie lżej, wreszcie może przestanę się z tym męczyć… Przestanę nad tym dumać i to analizować. Po prostu to sprawdzę i będę wiedziała. Będę wiedziała czy nadaję się jeszcze do czegokolwiek sensownego :). Za często to piszę – ale życie nas zaskakuje. Oby ta niespodzianka okazała się miłą. Miłą i pocieszającą.

 

W górę szkło, za ZDROWIE.

.P.

.M.

stylowi_pl_inne_25829262

Coraz częściej się tu wpisuję, zastanawiam się dlaczego ? :) umysł mi się chyba otworzył za sprawą splotu kilku zdarzeń. Ostatnio jadąc samochodem na jeden z tripów o których zbawiennej mocy zdążyłam zapomnieć i nie wiedzieć dlaczego, wpadła mi taka luźna myśl do głowy. „Czy dobro do nas faktycznie wraca ? czy bycie dobrym w tych czasach jest poszukiwanie, czy jest jeszcze spotykane?” I pomyślałam… tak, jutro posmakuję kolejny raz czekolady i wpiszę się na bloga.

Więc jak to z tym jest… czy dobro faktycznie wraca ? myślę że tak… ale przez pryzmat niewdzięczności często niektórzy zaczynają w to wątpić. A w to nie można wątpić. Jak to mama mówi „dobro wraca z 7-dmio krotnie większą siłą”. Każdy z nas miał tak, że pomagał wszystkim, bo czuł że taka jest jego misja, albo że bez tego będzie skończonym skurwysynem. Z czasem dowiedział się, że robi to dla siebie, nie dla innych. Dla swojego lepszego samopoczucia, dla swojej samooceny. I kiedy oberwał kilka razy po tyłku albo się boleśnie rozczarował zrozumiał że to dobro nie wraca… że rodzi się z niego zachłanność i fałszerstwo. Głupcem skończonym jest ktoś, kto uważa że za każdy dobry uczynek zostanie rozliczony od dnia. Dobro wraca, z własnego doświadczenia wiem ! Wraca, ale nie od razu, wraca po roku… trzech latach… albo dwóch miesiącach. Nie ma reguły. Wiadome jest, że lepiej widzieć jak dobro przekształca się w dobro niż na odwrót. Bo analogicznie, zło też wraca się złem. To ta nasza Karma, która jak bumerang wraca.

Czy bycie dobrym w tych czasach jest poszukiwane, czy jest JESZCZE spotykane? – spotykane, rzadko. Czy poszukiwane ? jak najbardziej. Każdy chciałby na swojej drodze spotykać dobrych ludzi, to jasne, ale czy sam w stosunku do innych jest dobry ? To pozostawiam waszej ocenie, w swoim zaciszu, w swoim sześcianie :)

 

Każdy ma w sobie jakąś cechę dziecka. Na przykład : dziecięcą ciekawość albo dziecięcą wiarę w człowieka. Nie tracimy jej do śmierci, a tylko uczymy się nad nią panować i ją zagłuszać. Z ciekawości poznajemy czyjeś życie, jego problemy a przez dziecięcą wiarę – pomagamy. Wiecie sami, że kończy się to różnie. I tylko sami sobie możemy zarzucać głupotę, ale pomimo rezultatów, nie możemy zapominać o swoich intencjach które ocenimy sami przed sobą. Bo intencja czyli emocja z jaką podchodzimy do pomagania też jest ważna : dla świętego spokoju, z miłości, przez przyjaźń, z żalu, ze współczucia… Każda z nich coś innego z człowieka potrafi wykrzesać. Pomimo wszystko, pomimo oceny innych, pomimo własnej formy, pomimo efektów, pomimo finału… pamiętaj że pomoc jest darem, który TY możesz dać drugiej osobie. To prezent. To coś, dzięki czemu zostajesz w czyjejś pamięci. To coś co ułatwia życie i sprawia radość. To nie może być coś na odpierdol, nic na szybko, nic na siłę. To po prostu prezent, który wręczasz ze szczerego serca. Nie dopominaj się zwrotu… bo żadna pomoc, jakakolwiek by nie była jest bezzwrotna.

 

BĄDŹ DOBRYM CZŁOWIEKIEM, A BĘDZIESZ NA SWOJEJ DRODZE TAKICH  LUDZI SPOTYKAĆ.

POMAGAJ JEŚLI CHCESZ UZYSKAĆ POMOC.

MIEJ DOBRE INTENCJE, A TAKIMI BĘDZIE WYBRUKOWANE TWOJE SZCZĘŚCIE.

33c313e6-a1b4-46f6-9b80-5502a966e0cf_original

Peace .P.