to wszystko jest takie dziwne… wszystko wokół mnie się zmienia, sama ja się zmieniam. Czuję że wróciłam, ale wróciłam inna. W środku nie czuję złości na otaczające mnie zmiany, nie czuję przygnębienia że coś mi ucieka. Po prostu pozwalam temu uciec… Nie gonię za króliczkiem, nie walczę z wiatrakami, nie wspinam się na szklane góry. Stoję i patrzę, widzę i obserwuję. Z boku wszystko nabiera barw i staje się przerażająco wyraźne. A mi jest przerażająco wszystko jedno. Nie chce zmieniać toku wielu spraw, bo zapału we mnie już nie ma. Zapał zgasł … albo nie, nie zgasł. Osłabł. Nie ma komu go podsycać i  delikatnie tylko błyszczy.

to wszystko jest takie zabawne… obserwować sytuacje, w których się uczestniczy, tylko pośrednio i wiedzieć do jakiego finału to wszystko doprowadzi. Ze wzruszenia pozostało mi tylko wzruszenie ramion.

 

Taka jestem spokojna… taka spokojna