Archiwum dla Wrzesień, 2014

czekoladowo niebieskie niebo

Tak jak wcześniej, tak jak rozmawiałyśmy… wszystko samo się rozstrzygnęło. Nic nie musiałam robić.

 

Kim jest przyjaciel, myślę, że to osoba która w sobie powinna mieć ogrom zrozumienia, cierpliwości, ciepła i pokory. Faktem jest, że doświadczyłam tego wielokrotnie. Ale nigdy nie odbierałam tego za dług, który należy spłacić. Sytuacji ciężkich w życiu jest tak dużo że za porywem serca po prostu pomagasz… Widzisz krzywdę przyjaciela i nie myślisz „kiedy on mi się za to odwdzięczy” tylko choćby się paliło i waliło, pomagasz. Pomagasz bo tak czujesz.

Kiedyś pisałam, że ludzi poznaje się najlepiej w sytuacjach skrajnych. Bo to one obdzierają ze zrozumienia, cierpliwości, ciepła i pokory.  Tak, jestem zimna, ostra, niepokorna i zarozumiała… możliwe też bardzo, że z tego właśnie powodu odwraca się ode mnie ten mój ogromny tłum przyjaciół który zawsze był ze mną i przy mnie.

 

Przyjaciel powinien być instynktowny, nie wyuczony albo taki jak wypada.

 

Tak, zmieniłam się… widzę to sama po sobie, może kogoś zawiodłam, komuś podpadłam. Trudno… zmiany są mi najwidoczniej potrzebne. Chce być ślepa i jestem ślepa. Bo przyjaciele dzielą się na tych, którzy naturalną koleją losu odchodzą i na tych, którzy pozostają.. I właśnie ci obecni w teraźniejszości to przyjaciele dnia codziennego. Ludzie, których my wybraliśmy i którzy wybrali nas, aby być tu i teraz. Więc po co oglądać się za siebie, oszukiwać, że ktoś dziś znaczy więcej niż w rzeczywistości znaczy? Bo choć długo się do tego dochodzi, to wreszcie staje się wiadome, że przyjaźń, miłość to OBECNOŚĆ.

 

 

 

nie ma

to wszystko jest takie dziwne… wszystko wokół mnie się zmienia, sama ja się zmieniam. Czuję że wróciłam, ale wróciłam inna. W środku nie czuję złości na otaczające mnie zmiany, nie czuję przygnębienia że coś mi ucieka. Po prostu pozwalam temu uciec… Nie gonię za króliczkiem, nie walczę z wiatrakami, nie wspinam się na szklane góry. Stoję i patrzę, widzę i obserwuję. Z boku wszystko nabiera barw i staje się przerażająco wyraźne. A mi jest przerażająco wszystko jedno. Nie chce zmieniać toku wielu spraw, bo zapału we mnie już nie ma. Zapał zgasł … albo nie, nie zgasł. Osłabł. Nie ma komu go podsycać i  delikatnie tylko błyszczy.

to wszystko jest takie zabawne… obserwować sytuacje, w których się uczestniczy, tylko pośrednio i wiedzieć do jakiego finału to wszystko doprowadzi. Ze wzruszenia pozostało mi tylko wzruszenie ramion.

 

Taka jestem spokojna… taka spokojna

Temores

 

Temores, suspiros, quebrantos
que traen el llanto

powstałam :)

Samotność oczyszcza i wprowadza taką kojącą atmosferę. Jak dla mnie, nie ma lepszej na przemyślenia, wnioski, płacze, histerię, sięganie dna, wracanie na powierzchnie, łykanie hałstów dymu papierosowego momentu. Czuję się zdecydowanie lepiej… dużo sobie uświadomiłam, sporo poukładałam. Wracam, podnoszę się powoli z popiołów i żyję… po 3 miesiącach zamrożenia wracam.

 

Tato, śniłeś mi się dzisiaj znowu. Strasznie krótko, ale byłeś. Nie ważne jak, i nie ważne w jakich okolicznościach… byłeś i nie wiem co chciałeś mi przekazać. Nie rozumiem.

Kiedyś sądziłam, że siła charakteru polega na tym, by być coraz to twardszym wyrobić w sobie zawiły system ochrony, który pomaga nam pogodzić się z prawdami życia i uczy, jak nie dręczyć się rzeczywistością. Ale wszystkie te metody kształtowania charakteru wylatują przez okno, kiedy odkryjesz, że nie ma już żadnych prawd, a przynajmniej ty żadnych nie dostrzegasz.

 

Peace ! P.