Wczoraj rowerowy dzień najpierw maraton, a później zrobione tylko lekko ponad 20 km w lekko ponad godzinę. Średnia prędkość okolice 20 km/h. Wymęczona do takiego stopnia, że po prostu nie myśli i nie ma siły myśleć o niczym. Wraca do domu bierze słodki prysznic przykrywa się kołderką balsamu opada na łóżko zadziera nogi na ścianę bierze do reki dobrą książkę i dogorywa do końca dnia przy wybornej muzyce.

Rano za to nie wstaje z łóżka ale się zwleka – nie przez rower bo zakwasów nie ma, nie przez mało snu bo spała 9 godzin. Przyczyna jest gdzieś indziej… czuje się jak kapeć, nie może mówić i nie chce mówić. Jebane uzależnienie od nikotyny ! nie wiecie jakie to męczące, jak bardzo to ciąży. Jak ciężko z tym walczyć. Widzę już poprawę w cerze poprawę w kondycji, ale czasem sobie myślę – jednego zapale nic się nie stanie STANIE !. W zeszłe wakacje nie paliłam 26 dni – i potrafiłam wytrzymać więc i teraz dam radę, ciężko jest bo otacza mnie dużo pokus…  dużo ludzi którzy palą. Ale chce z tym skończyć, stawiam na zdrowie kondycję urodę. Chcę już przestać. Nie chce kaszleć nie chce się podduszać. Chce wstawać a nie się zwlekać. Trzymajcie kciuki walka ciąg dalszy ! Pola w natarciu.