Człowiek staję przed wyborem, wsiąść albo nie wsiadać do autobusu. Jeżeli wsiądzie to ryzykuje. Stawia na szali szczęście, które może go spotkać albo rozczarowanie. Nie wsiadając nic nie ryzykuje. Teraz pojawia się pytanie. Czy lepiej zaryzykować i być szczęśliwym i możliwe, że zranionym, czy lepiej żyć dalej tak jak się żyło i mieć to co się ma, ale za jakiś czas żałować i mieć pretensję do siebie samego za to, że się nie próbowało?

 

Widzisz, bo ja wcale nie chcę mieć cię tak od zaraz, tu, teraz, na zawsze. To mnie przerasta. Silna więź z człowiekiem mnie dziś przeraża. I absolutnie nie chodzi o tę popularną bojaźń przed utratą i rozczarowaniem. Jest we mnie pewien wewnętrzny strach o to, że nie sprostałabym takiemu dziwnemu zadaniu, jakim jest bycie tuż obok, tak bardzo blisko drugiej osoby. Ty powiesz- nieważne, chcę byś była przy mnie. Też chcę! I właśnie dlatego mnie przy Tobie nie będzie- bo chcę. A jeśli chcę, to znaczy, że są we mnie pozytywne uczucia, więc nie życzę sobie, byś Ty poczuł rozczarowanie. Wiem, nie zrozumiesz tego. Może i lepiej, nie będę musiała tłumaczyć dalej, po prostu tupnę nogą, nazywając cię przy tym dupkiem i męskim szownistą, ze względu na to,że nie wiesz, o czym mówię. To dobra wymówka. A mimo to wciąż do Ciebie mówię, za pomocą tych cholernych liter, których kształty tak bardzo kocham.