Raz kocham, raz nienawidzę do granic… poplątanie całkowite.

Siedzę i myślę, co mam zrobić… co zrobić z tym fantem. Mogę to skończyć, ale wiem, że będę żałowała pomimo wszystko. Niestety czasem brak już sił… Chcę się przytulić, ale nie chce wypowiadać tych dużych słów. Może to nie miłość, może to tylko potrzeba czułości ?

Nie wiem co mam zrobić do chuja ! te ostatni dwa m-ce są okropne ! co chwile woja, co chwile kłótnia. Podobno to normalne, podobno się „docieramy”- jak to określiłaś : ) podejrzewam sama siebie o to, że ze strachu jestem z nim i nie nie, nie ze strachu przed nim. Ale ze strachu przed patrzeniem na to co się będzie z nim działo… wiem, że jest twardy, że da radę… ale kurwa, w sumie to chyba coś oznacza ? to, że nie umiem patrzeć na jego cierpienie, współodczuwam…

Jeśli go zostawię, będę miała wolną rękę, ale po co mi to ? wiem, że jeśli powiem, żeby się zmienił, z pewnością to zrobi. Tylko ciekawe na jak długo ?

Chuj, spróbujmy, nic nie stracimy, możemy zyskać… Niech się dzieje wola nieba ?

MIŁOŚĆ I POKÓJ : *