Rozpoczęcie ostatniego dnia w tym roku jest rewelacyjne…

Braciszek na parapetówkę pojechał, i zastrzegł odrazu, że będzie dzwonił po mnie, żebym przyjechała po niego. Tak więc, czekałam i czekałam i czekałam i czekałam… aż wreszcie padłam(nie pamiętam o której…) Rano otwieram oczy spoglądam w okno i jest jakos podejrzanie jasno, a budzik nie dzwoni… bezwładnie opuszczam rękę na podłogę(po telefon) naciskam zieloną słuchawkę, zaświeca się kolorowy ekran który bezlitośnie wyświetla 07:26. Dałam trochę czasu swojemu mózgowi żeby ogarnął ten ogrom napływających informacji, a z nich najważniejsza- „Kurwa ! spóźniłam się ! spóźniłam, jak to się stało !”Nerwowo zrywam się z łóżka i szybko wybieram numer do Grzegorza. Jeden sygnał, drugi, trzeci i wreszcie upragnione „halo” w słuchawce. Lekko jąkającym się głosem mówię „Grzesiu, zaspałam, będę za 15 minut…” a po drugiej stronie „Dobra, ok tylko ostrożnie, ślisko jest…”. Odkładam słuchawkę wstaję i stręczę jak nie normalna na środku pokoju, zamiast coś zrobić-np się ubrać, to sterczę i wgapiam się tępo w fotel… jednak(na szczęście) w tego letargu wyrywa mnie brat, który otwiera drzwi i rzuca bardzo błyskotliwe pytanie: „zaspałaś?” odpowiedź jest chyba oczywista… „nie widzisz, że tak?” a on : „kurwa… ja też” i śmiech.

Mobilizuje się wreszcie i podchodzę do szafy, otwieram i wyciągam jakieś jeansy, koszulkę i bluzę, ubieram biorę torbę, kluczyki i ruszam. W trakcie ubierania kozaków przypominam sobie, że rezerwa świec i mi się już 4 dzień a miałam wczoraj zatankować… super, obym dojechała-myślę, i wybiegam z domu. Samochód oczywiście zasypany… zmiotka i jazda. Ok siedzę już w środku, odpalam i jadę, jestem około 0,5 km od miejsca pracy a moje maleństwo zdycha… w myślach i na ustach”kuuuuuurwa, nie no tylko nie to, paliwo, tak? ZAJEBIŚCIEEE” biorę telefon na którym również oszałamiająca ilość środków, dzwonie do brata „Rafał kurwa, paliwa mi zabrakło… przyjedź” i kojąca odpowiedź: „Zaraz będę”. Załączam awaryjki i czekam, po chwili widzę-jedzie (razem z tatą). Wpadam do Urzędu w drzwiach „Przepraszam, zaspałam” „no przestań nic nie szkodzi, każdemu może się zdarzyć…”i uśmiech na twarzy (nawet wiem z jakiego powodu, ja – zapuchnięta rozczochrana-też bym się uśmiechnęła jak bym na siebie spojrzała). Śmiało ruszam w stronę czajnika żeby zrobić dwie kawy, włączam go a w między czasie się rozbieram. Woda wrze słyszę „pyk” i woda gotowa, chwytam gnojka i zalewam wodę, traf chciał, że cały czas roztrzęsiona musiałam wylać sobie na palce tą zasraną wodę. Myślę-uspoookój się, opanuj emocje dziewczyno. No dobrze, kawa-jest, komputer-jest. Raj ? taaak…. sms do mojego mężczyzny na dzień dobry i dzień można zaczynać.

Dzisiaj sylwester, szmatki przygotowanie, jedzenie (jak tylko wrócę do domu) ogarnę. Start o 18:30. Trzymajcie się ludki cieplutko.

Edit:

mój mężczyzna również mnie dobił :) jest naprawdę zajebiście ! ;)

WIELKIE DZIĘKI :d