I stało się… pękłam, kolejny raz… kolejny raz miałam ochotę nie wyrobić się na tym jebanym zakręcie, znowu…. dlaczego ? dla świętego spokoju-swojego i innych.

 

Samochód zgnieciony jak puszka po piwie, a w środku-ja… straszne jest to, że ja tego czasem naprawdę chcę. Poprostu ciekawi mnie ten dźwięk miażdżonej stali i ta cisza tuż po, ta chwila kiedy wiesz, że to co się akurat wydarzyło jest TYLKO Twoje, to, że jak narazie TYLKO Ty o tym wiesz.

 

Urywa się film. Budzisz się i widzisz mieniące się światła straży, pogotowia i jego oczy, które błyszczą łzami. Ale nie czujesz do niego żalu…

 

Film znowu sie urywa. Budzisz się w szpitalu, nerwowo się rozglądasz i nie widzisz żadnej znajomej twarzy… sprzęt piszczy a igła uwiera.

 

Zasypiasz. Budzisz się znowu, ktos leży obok Ciebie rozpoznajesz- To On ! podnosi głowę i patrzy- jego zarost i wzrok mówią wiele- Co Ty zrobiłaś !. Po chwili padają słowa: Wiesz, że Cię kocham. Wtedy wchodzi mama z tatą, oboje zapłakani każdy chce coś powiedzieć, za duży natłok słów nikogo nie rozumiem czuję, że kręci mi się w głowie…

 

Tracę przytomność. Budzę się spoglądam w okno i widzę tylko lampy uliczne-to już noc ? samopoczucie lepsze, mam więcej sił. Wreszcie mogę się rozejrzeć po sali-izolatka, jestem sama, tylko ja moje myśli, dźwięk tykającego zegara(przecież tak tego nienawidzę) i piszczący sprzęt szpitalny. Czuję, jak bardzo jestem poobijana-ale cała… Tylko jakiś opatrunek na brzuchu-nic takiego, nawet tak nie boli… drzwi są otwarte, słyszę jak ktos wrzuca drobne do automatu z kawą i kroki… a za chwilę w drzwiach On :).

-o ! kochanie, dawno sie obudziłaś ?-

ledwo co wyksztusiłam z siebie nędzne -nie-

-chcesz pić?

tak tak ! tego mi brakuje ! -tak, poproszę-

Suszyło mnie jak na kacu, w zasadzie to to samo…Tylko to nie kac fizyczny, bardziej moralny. Jak on wygląda… po co on przy mnie siedzi. Przecież wyraźnie powiedział-RÓB CO CHCESZ, NIE OBCHODZI MNIE TO. Patrzymy na siebie i oboje nie wiemy jak się zachować w tej sytuacji… wreszcie wyhyla sie i całuje w wysuszone i popękane usta. Tak, tego mi brakowało… i pada te pytanie, którego się bałam- "co się stało?".

-nic, poprostu wypadek… sarna- może i ja w to uwieżę… 

mi tak nie naściemniasz jak rodzicom, pytam: Co się stało, to przez naszą kłotnię ?

-nie, chyba oszalałeś mówię przecież sarna.

-aha, czyli jednak, wiem… wiem… poniosło mnie niepotrzebnie to wszystko powiedziałem…

-powiedziałeś ? Ty wrzeszczałeś !

-przepraszam kochanie…czuje się jak ostatnia świnia. Kocham Cię… nie zasługujesz na mnie… przy mnie będziesz tylko cierpiała… jedno słowo i znikam- ten jego wzrok i ta łza spływająca po policzku… ocieram ją delikatnie i łamiącym sie głosem mówię:

-Ty chyba oszalałeś… przecież ja bez Ciebie nie będę istniała- i płacz… nie umiem, cały czas w myslach "dziewczyno ! pozbieraj się !"otarł twarz złapał mnie za dłoń i uśmiechnął -wreszcie.

-Boże kochanie… myślałem, że umrę ze strachu… nie rób mi tego więcej ! 

 

tracę przytomnośc, żeby obdzić się na sali z kilkoma dziewczynami… teraz wszystko zdecydowanie bardziej boli on oczywiście obok. Wygląda ślicznie… i ten perfum… wybieraliśmy go razem :) 

-Jak się czujesz ?

-Dobrze :) kiedy wracam do domu ? 

-Jutro kochanie.

-uff jaka ulga… 

-wyspałaś się przynajmniej ?

-taaak, dlaczego pytasz :)

-spałaś 7 dni

– cooo ?! jak to !

-nie chcieli Cię wybudzać ze śpiączki farmakologicznej, za duży ból.

-aż tak żle było ?

-no kochanie, przeszłaś 3 operacje…

-aż 3 ? 

-dobra dobra, nie pytaj już więcej. Porozmawiamy o tym w domu. 

 

DZIEŃ POWROTU DO DOMU:

-gotowa ? siadaj przewiozę Cię

-wózek ? po co, przeciez potrafię jeszcze chodzić ! :) – śmiało staję na nogi, niestety-uginają sie podemną… 

-może jednak skorzystam

-mówiłem.

Droga mijała dobrze, wreszcie te miejsce-jezu ja to wygląda… gdzie ta barierka ?nieźle nabroiłam… zawiózł mnie do domu. Mama oczywiście za wszelką cenę chciała mnie podtuczyć, w domu same zapachy świerzo przygotowanych dań. Od progu mówię, że nie jestem głodna i idę z nim na górę. Ledwo zdąrzyłam zamknąć drzwi przytulił mnie tak mocno jak nigdy do tąd… czuję jak cicho chlipie -myślałem, że Cię stracę… jestes silna, i za to Cie kocham, kocham i nigdy nie zostawię. Nie zapomnij o tym !

 

tak ! to właśnie chciałam uslyszeć…