Archiwum dla Grudzień, 2010

31.12.2010 wspaniały sen i rezerwa ;)

Rozpoczęcie ostatniego dnia w tym roku jest rewelacyjne…

Braciszek na parapetówkę pojechał, i zastrzegł odrazu, że będzie dzwonił po mnie, żebym przyjechała po niego. Tak więc, czekałam i czekałam i czekałam i czekałam… aż wreszcie padłam(nie pamiętam o której…) Rano otwieram oczy spoglądam w okno i jest jakos podejrzanie jasno, a budzik nie dzwoni… bezwładnie opuszczam rękę na podłogę(po telefon) naciskam zieloną słuchawkę, zaświeca się kolorowy ekran który bezlitośnie wyświetla 07:26. Dałam trochę czasu swojemu mózgowi żeby ogarnął ten ogrom napływających informacji, a z nich najważniejsza- „Kurwa ! spóźniłam się ! spóźniłam, jak to się stało !”Nerwowo zrywam się z łóżka i szybko wybieram numer do Grzegorza. Jeden sygnał, drugi, trzeci i wreszcie upragnione „halo” w słuchawce. Lekko jąkającym się głosem mówię „Grzesiu, zaspałam, będę za 15 minut…” a po drugiej stronie „Dobra, ok tylko ostrożnie, ślisko jest…”. Odkładam słuchawkę wstaję i stręczę jak nie normalna na środku pokoju, zamiast coś zrobić-np się ubrać, to sterczę i wgapiam się tępo w fotel… jednak(na szczęście) w tego letargu wyrywa mnie brat, który otwiera drzwi i rzuca bardzo błyskotliwe pytanie: „zaspałaś?” odpowiedź jest chyba oczywista… „nie widzisz, że tak?” a on : „kurwa… ja też” i śmiech.

Mobilizuje się wreszcie i podchodzę do szafy, otwieram i wyciągam jakieś jeansy, koszulkę i bluzę, ubieram biorę torbę, kluczyki i ruszam. W trakcie ubierania kozaków przypominam sobie, że rezerwa świec i mi się już 4 dzień a miałam wczoraj zatankować… super, obym dojechała-myślę, i wybiegam z domu. Samochód oczywiście zasypany… zmiotka i jazda. Ok siedzę już w środku, odpalam i jadę, jestem około 0,5 km od miejsca pracy a moje maleństwo zdycha… w myślach i na ustach”kuuuuuurwa, nie no tylko nie to, paliwo, tak? ZAJEBIŚCIEEE” biorę telefon na którym również oszałamiająca ilość środków, dzwonie do brata „Rafał kurwa, paliwa mi zabrakło… przyjedź” i kojąca odpowiedź: „Zaraz będę”. Załączam awaryjki i czekam, po chwili widzę-jedzie (razem z tatą). Wpadam do Urzędu w drzwiach „Przepraszam, zaspałam” „no przestań nic nie szkodzi, każdemu może się zdarzyć…”i uśmiech na twarzy (nawet wiem z jakiego powodu, ja – zapuchnięta rozczochrana-też bym się uśmiechnęła jak bym na siebie spojrzała). Śmiało ruszam w stronę czajnika żeby zrobić dwie kawy, włączam go a w między czasie się rozbieram. Woda wrze słyszę „pyk” i woda gotowa, chwytam gnojka i zalewam wodę, traf chciał, że cały czas roztrzęsiona musiałam wylać sobie na palce tą zasraną wodę. Myślę-uspoookój się, opanuj emocje dziewczyno. No dobrze, kawa-jest, komputer-jest. Raj ? taaak…. sms do mojego mężczyzny na dzień dobry i dzień można zaczynać.

Dzisiaj sylwester, szmatki przygotowanie, jedzenie (jak tylko wrócę do domu) ogarnę. Start o 18:30. Trzymajcie się ludki cieplutko.

Edit:

mój mężczyzna również mnie dobił :) jest naprawdę zajebiście ! ;)

WIELKIE DZIĘKI :d

Święta.

dzisiaj już 24.12 ? przez tą pracę i szkołę zupełnie straciłam poczucie uciekającegto mi przez palce czasu… to chyba najprostszy przykład. Pominę już to, że te dwa tygodnie od ostatniego zjadu w strasznie szybko mi śmignęły, a miałam się uczyć-Sesja niedługo do cholery, Obudź się !! Botanika i Klimatologia czekają… a zapału jak nie było tak nie ma. W poniedziałek mam wolne, może uda mi się zmobilizować i przysiąść do książek… Trzeba notatki doprowadzic do ładu i bajzel w głowie- poprawka z botaniki bezlitośnie czeka (ale pierwsza :D) Koło z biologii i wykłady i ćwiczenia, nie będzie tak źle. Ciekawe jak koło z matematyki… u ku*wa, i jeszcze te sprawozdanie z Hydorlogi ! nie nie ! tym razem nie odpuszczę, jak nie pojadę do biblioteki. Na czymś musze do cholerki pracować, nie ? :D co tam jeszcze… aha, te pytania na sesję z botaniki… też leżą na biurku i juź mnie coraz głośniej wołają.

 

Zwariuję od tych kolęd dzisiaj, same kolędy w radiu, bleee…. w ogóle najlepiej bym przespała te święta. Nie nie, w domu wszystko ok i nastrój i "miłość" gorzej ze zgodą wsród domowników, ale drobne spięcia na szczęście. Patologii też nie mam. Choinka już stoi, na dworzu dzisiaj tylko jeszcze przystroic i finito ;) swoją drogą, nie wiem jak ja sie przedrę przez te zaspy. Mam nadzieję, że tata albo Rafał mi pomogą. Prezenty zapakowane, jeszcze będę musiała sie karnąć do sklepu po resztę matriałów do pakowania ;) jedna torebka i dwa papiery WOW :P.

Matko jak mi się nic nie chce, tosz to szoook… dopiero 08:00 ? dzisiaj w pracy do 12:00, ale nie ukrywam, że najlepiej było by, gdybym w ogóle nie musiała przychodzić :) 

 

 

Wesołych i spokojnych świąt !! 

On, Oni, i cała reszta ;D

Każda chwila z nim jest niepowtarzalna i niezwykła… Za każdym razem kiedy na niego patrzę, kokieteryjnie podnosi swoją brew i przesyła mi słodki uśmiech. Po czym przytula sie i mówi "o Boże jak ja Cię mocno kocham". Te słowa są bezcenne… a usłyszane z jego ust tym bardziej :)

 

Sobota spędzona w miłym gronie przy butelce dobrego piwa i paczce paprykowych chipsów…

-Mój :)

-Bliźniaczki

-Kozuś

-Łutasz :D

 

brakowało Szymusia, ale dzisiaj sie już wprosiliśmy na kawę(piwko?) Ominął mnie jutrzejszy wyjazd do Olsztyna, papiery zawieźie ktos inny :) z jednej dobrze-nie zmarznę (bo nie ukrywam, że czekał by mnie niezły maraton) a z drugiej ? jak bym pojechała, to bym wiedziałą na następny raz jak tam dotrzeć… prędzej czy później mnie to czeka ;) nie uniknę tego.

 

pogoda BosKA, brak tylko lekko pruszącego śniegu… Święta się zbliżają, a ja czytam, że ma byc odwilż-to jakieś kpiny ? :(

 

Trzmajcie sie robale :*

 

lapek-edit

i internet jest w lapku :) Pani z biura obsługi klijenta okazała się bardzo pomocna :):) trzymajcie sie kurczaczki ;))

acer ? Shit !

Witajcie :)

 

Agresja +500 otóż ogłaszam wszystim wszem i w obec(nie wiem czy dorze, ale kit z tym), kupiałm dzisiaj lapka-nie działa ! tzn, działa ale nie tak jak bym sobie wymarzyła. Konkretnie chodzi o to, że internet nie działa i chyba nie zamierza… nie wiem co z tym fantem zrobić. Jezu ! ale mnie nosi i czuję, że zaraz zwariuje ze złości. "acer"… hmm-jak się sprawdzi ? pan w salonie obiecywał, że nie zawiedzie-jak widać. 

 

Ktoś umie mi pomóc ? umie, Tylko pan S, ale on mnie znienawidził… co lepsze dlatego, że jestem szczęsliwa-komedia jakaś. Pierdoły typu : "chcę, żebyś była szczęśliwa" a prowokowanie tylko i wyłącznie do złych skojarzeń które z nim wiąrze jakoś mnie nie bawią, i coraz mniej ciekawią. Szczerze mówiąc przez jakiś czas płakałam, szkoda mi było tego co z nim budowałam. Problem tkwił w tym, że on wkładał w to wszytko więcej serca, niż ja… a ja serce oddałam panu .J. i on o tym doskonale wiedział-zresztą czego on o mnie nie wiedział… wiedzial WSZYSTKO ! 

To, jak długo wypierałam się tego uczucia, to jak i w myślach i na głos mieszłam go z błotem za to co mi zrobił… Teraz jestem z nim, a pan S ewidentnie tego nie trawi i chyba nawet nie zamierza :) cóż… szkoda,ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Niby starszy-powinien być mądrzejszy. A ja wam mówię-gówno prawda. Gorszy bajzel nosi w glowie niż nie jedna nastolatka podczas buntu. 

 

-Instynkt macierzyński ? u FACETA !! ?? to jakiś żart ? 

-nie, to czysta prawda, spójrz na niego

-no patrzę i co ? 

-a jego otoczenie ? 

-14,15,16… eeej naprawdę mu się coś takiego włączyło.eeej, on 26 ;p

-WŁAŚNIE ! :D

-a kit z Tym ;p

 

 Rihanna – what's my name

I stało się… pękłam, kolejny raz… kolejny raz miałam ochotę nie wyrobić się na tym jebanym zakręcie, znowu…. dlaczego ? dla świętego spokoju-swojego i innych.

 

Samochód zgnieciony jak puszka po piwie, a w środku-ja… straszne jest to, że ja tego czasem naprawdę chcę. Poprostu ciekawi mnie ten dźwięk miażdżonej stali i ta cisza tuż po, ta chwila kiedy wiesz, że to co się akurat wydarzyło jest TYLKO Twoje, to, że jak narazie TYLKO Ty o tym wiesz.

 

Urywa się film. Budzisz się i widzisz mieniące się światła straży, pogotowia i jego oczy, które błyszczą łzami. Ale nie czujesz do niego żalu…

 

Film znowu sie urywa. Budzisz się w szpitalu, nerwowo się rozglądasz i nie widzisz żadnej znajomej twarzy… sprzęt piszczy a igła uwiera.

 

Zasypiasz. Budzisz się znowu, ktos leży obok Ciebie rozpoznajesz- To On ! podnosi głowę i patrzy- jego zarost i wzrok mówią wiele- Co Ty zrobiłaś !. Po chwili padają słowa: Wiesz, że Cię kocham. Wtedy wchodzi mama z tatą, oboje zapłakani każdy chce coś powiedzieć, za duży natłok słów nikogo nie rozumiem czuję, że kręci mi się w głowie…

 

Tracę przytomność. Budzę się spoglądam w okno i widzę tylko lampy uliczne-to już noc ? samopoczucie lepsze, mam więcej sił. Wreszcie mogę się rozejrzeć po sali-izolatka, jestem sama, tylko ja moje myśli, dźwięk tykającego zegara(przecież tak tego nienawidzę) i piszczący sprzęt szpitalny. Czuję, jak bardzo jestem poobijana-ale cała… Tylko jakiś opatrunek na brzuchu-nic takiego, nawet tak nie boli… drzwi są otwarte, słyszę jak ktos wrzuca drobne do automatu z kawą i kroki… a za chwilę w drzwiach On :).

-o ! kochanie, dawno sie obudziłaś ?-

ledwo co wyksztusiłam z siebie nędzne -nie-

-chcesz pić?

tak tak ! tego mi brakuje ! -tak, poproszę-

Suszyło mnie jak na kacu, w zasadzie to to samo…Tylko to nie kac fizyczny, bardziej moralny. Jak on wygląda… po co on przy mnie siedzi. Przecież wyraźnie powiedział-RÓB CO CHCESZ, NIE OBCHODZI MNIE TO. Patrzymy na siebie i oboje nie wiemy jak się zachować w tej sytuacji… wreszcie wyhyla sie i całuje w wysuszone i popękane usta. Tak, tego mi brakowało… i pada te pytanie, którego się bałam- "co się stało?".

-nic, poprostu wypadek… sarna- może i ja w to uwieżę… 

mi tak nie naściemniasz jak rodzicom, pytam: Co się stało, to przez naszą kłotnię ?

-nie, chyba oszalałeś mówię przecież sarna.

-aha, czyli jednak, wiem… wiem… poniosło mnie niepotrzebnie to wszystko powiedziałem…

-powiedziałeś ? Ty wrzeszczałeś !

-przepraszam kochanie…czuje się jak ostatnia świnia. Kocham Cię… nie zasługujesz na mnie… przy mnie będziesz tylko cierpiała… jedno słowo i znikam- ten jego wzrok i ta łza spływająca po policzku… ocieram ją delikatnie i łamiącym sie głosem mówię:

-Ty chyba oszalałeś… przecież ja bez Ciebie nie będę istniała- i płacz… nie umiem, cały czas w myslach "dziewczyno ! pozbieraj się !"otarł twarz złapał mnie za dłoń i uśmiechnął -wreszcie.

-Boże kochanie… myślałem, że umrę ze strachu… nie rób mi tego więcej ! 

 

tracę przytomnośc, żeby obdzić się na sali z kilkoma dziewczynami… teraz wszystko zdecydowanie bardziej boli on oczywiście obok. Wygląda ślicznie… i ten perfum… wybieraliśmy go razem :) 

-Jak się czujesz ?

-Dobrze :) kiedy wracam do domu ? 

-Jutro kochanie.

-uff jaka ulga… 

-wyspałaś się przynajmniej ?

-taaak, dlaczego pytasz :)

-spałaś 7 dni

– cooo ?! jak to !

-nie chcieli Cię wybudzać ze śpiączki farmakologicznej, za duży ból.

-aż tak żle było ?

-no kochanie, przeszłaś 3 operacje…

-aż 3 ? 

-dobra dobra, nie pytaj już więcej. Porozmawiamy o tym w domu. 

 

DZIEŃ POWROTU DO DOMU:

-gotowa ? siadaj przewiozę Cię

-wózek ? po co, przeciez potrafię jeszcze chodzić ! :) – śmiało staję na nogi, niestety-uginają sie podemną… 

-może jednak skorzystam

-mówiłem.

Droga mijała dobrze, wreszcie te miejsce-jezu ja to wygląda… gdzie ta barierka ?nieźle nabroiłam… zawiózł mnie do domu. Mama oczywiście za wszelką cenę chciała mnie podtuczyć, w domu same zapachy świerzo przygotowanych dań. Od progu mówię, że nie jestem głodna i idę z nim na górę. Ledwo zdąrzyłam zamknąć drzwi przytulił mnie tak mocno jak nigdy do tąd… czuję jak cicho chlipie -myślałem, że Cię stracę… jestes silna, i za to Cie kocham, kocham i nigdy nie zostawię. Nie zapomnij o tym !

 

tak ! to właśnie chciałam uslyszeć…